piątek, 19 kwietnia 2019

Kosmetyki od natury...

Hey!


Pośród licznych, świątecznych obowiązków znalazłam odrobinkę czasu by do Was zajrzeć :) Wielkim ułatwieniem w sporządzaniu postów w takich chwilach są czekające już w folderze wybrane zdjęcia. Można by powiedzieć - połowa pracy za mną. Przemyślane działania są podstawą w systematycznym prowadzeniu strony.
 Nie przedłużając, zapraszam do tematu właściwego!


W dzisiejszym poście poczytacie o tym, jak sprawowały się niedawno otrzymane kosmetyki. Notka typowo kosmetyczna na pierwszej karcie bloggera widniała tuż na początku kwietnia, więc myślę, że powrót do tej tematyki będzie miło przez Was przyjęty. Recenzje kosmetyków wymagają poświęconego czasu i skrupulatności. Świadoma pielęgnacja to przede wszystkim delikatne i w pełni zrównoważone dołączenie nowego produktu. Co za dużo to nie zdrowo - w testach kosmetyków jest to niezwykle istotna sprawa.




O STRONIE


Kosmetyki od natury to miejsce w sieci, w którym znajdziemy wysokiej jakości naturalne kosmetyki. Zgromadzone marki i produkty z dobrym składem pozwalają zadbać o urodę i zdrowie w najwyższej jakości. Misją firmy jest wyselekcjonowanie i dostarczanie klientom wysokiej jakości naturalnych kosmetyków. Nie bez powodu producent podkreśla wysoką jakość i naturalne składy! Idea marki w szczególności zwraca uwagę na te dwa, jakże ważne aspekty.

W asortymencie sklepu widnieją produkty nie od wielkich korporacji z tysiącem patentów, których składy są owiane wielką tajemnicą, ale dla producentów, dla których najważniejsza jest skuteczność, jakość i naturalny skład. 

Oferowane kosmetyki są w pełni bezpieczne w stosowaniu i wolne od wszelkich szkodliwych substancji, niepotrzebnych detergentów, silikonów, ulepszaczy, PEG-ów, sztucznych zapachów i nie są testowane na zwierzętach. 




Liczne zakładki wypełnia szereg produktów zarówno dla kobiet, mężczyzn jak i dzieci. Twarz, ciało, włosy, pasty do zębów i płyny do płukania jamy ustnej, naturalna apteka, lato - emulsje do opalania i zestawy - tyle dobroci zgromadzonych w jednym Internetowym sklepie. Nic tylko komponować własną linię pielęgnacyjną.


Dla poszukiwaczy atrakcyjnych promocji również znajdzie się coś ciekawego. Niezmiernie zachęcam moich czytelników do osobistych poszukiwań inspiracji i kosmetyków w atrakcyjnych cenach!




Poszukiwania ułatwia zakładka, dzięki której od razu możemy znaleźć produkty określonego producenta.
Ja mogłam poznać markę - NOBILIS TILIA, z którą miałam styczność po raz pierwszy. Bardzo się cieszę, że mogłam poszerzyć swoją wiedzę i doświadczenie. 

Jak wypadły kosmetyki i czy jestem z nich zadowolona? - tego dowiecie się czytając dalszą część posta.




NOBILIS TILIA HYDROFILOWY OLEJEK Z RÓŻĄ I MIMOZĄ DO MYCIA TWARZY (KLIK)




MOJA OPINIA


Olejek to kompozycja naturalnej mieszanki olejków eterycznych z mimozy, jaśminu i cytrusów. Zawarty w tradycyjnej plastikowej buteleczce z nakrętka na klik prezentuje się skromnie, choć zawartość to moc dogłębnie działających bogactw.
Płynna konsystencja jest bardzo łatwa w wydobyciu, choć można by było zastosować pipetę. Zapewne wygląd buteleczki zmieniłby się, choć to kwestia mniej istotna.
Przed użyciem należy wstrząsnąć butelką, gdyż na dnie odkłada się naturalny osad. Po zmieszaniu z wodą tworzy lekką, tłustą i niezwykle-skutecznie nawilżającą emulsję. 
Zmywa zanieczyszczenia rozpuszczone zarówno w wodzie jak i olejku. Cała pielęgnacja polega na oczyszczeniu skóry twarzy poprzez delikatne masowanie okrężnymi ruchami. Następnie zmywamy bądź wycierami wacikiem zwilżonym balsamem lub wodą kwiatową.
Zapach olejku to wariactwo kwiatów i cytrusowych nut. Jestem pewna, że zapach skradłby niejedno serce, a wiele... Szczęśliwi Ci, co testując olejek przez dłuższą chwilę mogę rozkoszować się jego wonią. 

Na tam kończy się moja opinia...
Hydrofilowy olejek oddałam swojej mamie, gdyż formuła dedykowana jest kobietom-posiadaczkom skóry suchej i dojrzałej. 
Mama postanowiła stosować olejek bez konieczności rozcieńczenia z wodą. Sucha skóra ma to do siebie, że bez odpowiedniego nawilżenia i natłuszczenia problem nie znika, co więcej pogłębia się i niczym błędne koło zatacza kolejne kręgi.
Pielęgnacyjna kuracja pozbawia twarz napięcia i uwalnia od stresu dnia codziennego. Użycie mydeł, żelów czy lotionów jest zbędne. 
Olejek zmiękcza odpowiednio natłuszcza skórę, stopniowo eliminując przetłuszczenia.
Produkt - jako cudo samo w sobie!



~~~~~~~~~~~~~~~~~~





NOBILIS TILIA HIALURONOWE SERUM DO TWARZY (KLIK)





MOJA OPINIA



Będąc w 100% szczera, o serum mogę wypowiedzieć się w zaledwie kilku zdaniach. Po wspólnej podjętej decyzji produkt oddałam mojej mamie. Uznałyśmy, że szereg pozytywnych właściwości o wiele bardziej przyda się skórze dojrzałej, aniżeli młodzieńczej. Moje testy to zaledwie kilkukrotna aplikacja w momencie kiedy borykałam się z największymi przesuszeniami skóry. Były to chwile ostatnich dość, ciężkich dni w szkole, kiedy nie miałam nawet czasu na przeprowadzenie mojej ulubionej oczyszczająco-złuszczającej pielęgnacji.

Zaczynając od wyglądu buteleczki, warto wspomnieć, że jest to produkt bardzo elegancki, z nieprzesadzoną szatą graficzną. Ciemne opakowanie ma swoje plusy i mały minus. Poruszając pozytywny aspekt ciemna buteleczka nie pozwala przeniknąć promieniom słonecznym, które mogłyby pozbawić dobroczynnych właściwości. Jeżeli nie wiedzieliście o takim czymś to uprzedzam, że tak samo jest w przypadku perfum. Może i flakoniki o wiele ładniej się prezentują aniżeli w opakowaniach, aczkolwiek nam-kobietom w szczególności powinno zależeć na zatrzymaniu nut zapachowych. Perfumy pozbawione ulubionych woni są bezwartościowe. Opisany aspekt odnosi się również do serum.
Małym minusem jest brak możliwości sprawdzenia w jakiej ilości wypełniona jest buteleczka. Z ciekawości po kilkutygodniowych testach wraz z mamą sprawdziliśmy ilość serum za pomocą patyczka. To chyba jedyna możliwość. Myślę, że taki negatyw nie popsuje testów.

Pisząc o buteleczce nie można zapomnieć o dołączonej pipecie, która jest zarazem nakrętką. W takich produktach pipeta sprawdza się rewelacyjnie i jest najlepszym z możliwych rozwiązań.

Zapach serum jest bardzo intensywny, charakterny z nutą słodyczy. Zmysły kojarzą go z miodkiem rzepakowym, który występuje w postaci naturalnego polisacharydu. Sądzę, że to ten składnik odpowiada za gęstość i chwilowo wyczuwalną lepkość. 

Czas pełnego wchłonięcia to zaledwie kilka minut, które można przeznaczyć na relaksujący, wieczorny i poranny rytuał. Delikatne wmasowanie opuszkami palców twarzy szyi i dekoltu to zaraz masaż naszej skóry. Serum można dodać także do ulubionego balsamu i olejku, przy czym jego właściwości w żaden sposób nie zostają utracone. Niezwykle uniwersalny produkt, czego chcieć więcej?


Serum rewelacyjnie wkomponowało się w linię pielęgnacyjną mojej mamy, zresztą akapit powyżej potwierdza, że produkt można śmiało łączyć z innymi produktami pielęgnacyjnymi. 


Początki testów polegały na ustabilizowaniu i przywróceniu równowagi w kondycji skóry. Drobne wypryski, podskórne krostki zostały zagojone i wyciszone, co wiązało się z lekkim przesuszeniem skóry. W późniejszym czasie ten problem stopniowo znikał, a skóra nabierała elastyczności i potrzebnego nawilżenia. Za jędrność odpowiada właściwość zatrzymywania wilgoci w skórze. 
Mama zauważyła poprawę w wyglądzie skóry okolic oczu, czoła i nosa. Towarzyszące zmarszczki bez wątpienia zostały wypełnione i mniej widoczne dla oczu. Ilość dobroci jakie ma w sobie skład bez wątpienia poprawia wygląd i kondycję skóry zachowując jak najdłużej młody wygląd. 



OBECNIE NA OLEJEK WIDNIEJE -50% PROMOCJA!





ZAPRASZAM - KOSMETYKIODNATURY.PL





INSTAGRAM - KOSMETYKIODNATURY.PL



Dobrze kochani zmykam dalej do swoich obowiązków. Pa! Pa!




1. Jak Wasze nastroje?
2. Czy znaliście stronę i jej ofertę produktów?
3. Olejek czy serum, która formuła bardziej przypadła Wam do gustu?




środa, 17 kwietnia 2019

ZDROWA woda ŻYCIA doda...

Hey!



Połowa tygodnia już za nami... do świąt coraz bliżej z czego niezmiernie się cieszę! :) Myślę, że odpoczynek i ciut refleksji przed maturalnymi przygotowaniami jest wskazany. 

Lekkie załamanie pogody trwało zaledwie chwilę... wczoraj byłam na wyczerpujących, przed świątecznych zakupach. Pośród siatek z niezbędnymi produktami znalazły się dwie, nowe zdobycze, którymi jak najbardziej chciałabym się Wami pochwalić. 


W dzisiejszym poście chciałabym się skupić na niezwykle przydatnym gadżecie, który w dużym stopniu generuje moje podejście do bezpiecznego i zdrowego funkcjonowania w świecie. 
Fascynacja w tym zakresie rozpoczęła się niecały rok temu, kiedy otrzymałam swój pierwszy dzbanek filtrujący. Od tego czasu zaopatrzyłam się dodatkowo w podręczną butelkę filtrującą. Niezauważalne dla większego grona odbiorców poczynania zapewniają i utwierdzają mnie w przekonaniu, że to od nas zależy jak zadbamy o siebie i to co najcenniejsze - zdrowie. 

Filtry do wody marki FITaqua to 20 lat doświadczenia na polskim i zagranicznym rynku. Oryginalność i wysoka jakość cieszą się powodzeniem w wielu krajach na całym świecie. Produkty powstałe w nowoczesnym zakładzie w Łodzi pozwalają chronić środowisko naturalne. Wsparcie polskiej gospodarki, lokalnego sportu, współpraca ze szkołami - szereg działań promujących zdrowy i bezpieczny styl życia. Nie bez powodu jak mantrę powtarzam te słowa. Zapamiętajcie kochani - zdrowie i bezpieczeństwo!


Po kilku tygodniach testów zdołałam wyodrębnić swoją opinię i spostrzeżenia dotyczące otrzymanego filtra - KLIK







Początkowo martwiłam się jak będzie wyglądał montaż takiego filtra. Zasięgając informacji na stronie okazało się, że trwa to zaledwie kilka sekund, a cała procedura jest dziecinnie prosta.

Filtr przykręcamy bezpośrednio do słuchawki i wężyka, można powiedzieć, że taki gadżet stanowi połączenie tych dwóch elementów. Bądź pomiędzy wężem a prysznicem. Ja wybrałam pierwszą opcję, choć zastanawiam się nad przełożeniem filtra by móc wieszać słuchawkę prysznicową.

Taka "konstrukcja" nie jest ciężka, a to za sprawą lekkiego tworzywa z jakiego został wykonany filtr. W moim przypadku słuchawka prysznicowa jest kilkukrotnie razy cięższa.

 Pisząc o tworzywie warto wspomnieć, że filtr zawiera KDF - wysokiej jakości złoże cynkowo-miedziowe, które neutralizuje wysuszające działanie chloru, soli wapnia i magnezu. Filtr zatrzymuje nikiel, chrom, i metale ciężkie, a także grzybnie i bakterie.

Pisząc takie rzeczy jestem przerażona, że przez tyle lat dostarczałam swojej skórze i włosom tak szkodliwych związków. Niewiedza była spowodowana brakiem zainteresowania w tej dziedzinie. Jak dobrze, że to się zmieniło!

Po kilku tygodniach użytkowania zauważyłam kolosalne zmiany w miękkości i nawilżeniu skóry. Na swoim blogu wielokrotnie wspominałam o złym stanie przede wszystkim cery i ciągłym przesuszeniu skóry. Oczywiście nie pozostawałam bierna takim niekorzystnym skutkom i cały czas dbałam o nawilżenie i poprawienie elastyczności. Efekty na pewno były widoczne, aczkolwiek pozostawał pewien niedosyt. 

Teraz wiem, że woda do jakiej miałam dostęp nie była w pełni czysta i przyjazna. Zresztą dowodzi temu ilość kamienia i osadu jakim pokryte są elementy mające styczność z wodą tzn. baterie, urządzenia sanitarne i czajnik elektryczny.

Filtr redukuje ilość szkodliwego chloru i chroni przed osadzaniem się kamienia na powierzchni baterii czy dnie brodzika. 

Takie rozwiązanie ma także swoje drugie dno... oszczędność pieniędzy, które wcześniej były wydawane na preparaty zwalczające kamień i osad również cieszy. 

Kolejną zaletą jest poprawa w wyglądzie naszych włosów. Producent wspomina o dłuższej świeżości, lepszym układaniu się włosów i dłuższym utrzymaniu koloru i blasku włosów farbowanych. Te wszystkie korzyści są ze sobą połączone - montaż filtra - brak osadu - nasze włosy nie pozyskują szkodliwych substancji - poprawa w ich wyglądzie - oszczędność pieniędzy na szampony, odżywki i mydła. 

Odkąd zaprzestałam farbowaniu włosów przykładam wagę do ich wyglądu. Długie włosy wymagają pielęgnacji i troski. Nie wyobrażam sobie by powrócić do efektu sprzed lat, kiedy byłam posiadaczką rozdwojonych, matowych i przesuszonych włosów. Można powiedzieć, że skoro ma się rozdwojone włosy to nie pozostaje nic innego jak je obciąć. To prawda, aczkolwiek stawało to się męczące, kiedy w krótkim czasie pojawiały się rozdwojenia. Takie błędne koło irytowało.


FILTR PRYSZNICOWY FITaqua - KLIK






ZAPRASZAM NA MEDIA SPOŁECZNOŚCIOWE MARKI:

FB: @fitaqua.polska

INSTA: @fitaquapolska






Tymczasem kochani zmykam zaczerpnąć troszkę promienie słonecznych. Dzisiejsza pogoda jest idealna na wiosenny spacerek! Życzę miłego dnia. Pa! Pa!




1. Przy użyciu jakich gadżetów dbacie o zdrowie i bezpieczeństwo?
2. Znaliście markę FITaqua? Sądzicie, że taki filtr jest nas w stanie uchronić przed szkodliwymi, niezauważalnymi dla oka substancjami?




poniedziałek, 15 kwietnia 2019

Wierny wszelkim ideałom...

Hey!



Poniedziałkowy poranek... w chwili pisania notki. Zapewne publikacja nastąpi kilka godzin później, ale nie w tym tkwi cały urok. Kiedyś kojarzony z poranną, bolesną pobudką - wyrwanie z pięknego snu weekendowego odpoczynku. Obecnie stanowi przepiękną bo inną odmianę i powrót do rzeczywistości, która nie musi być taka zupełnie szara. Taki jest właśnie poniedziałek, tak od niedawna staram się go identyfikować.


Czasami publikacje i przygotowanie postów trwają tygodniami. Tak jest w przypadku kosmetyków i serii postów dotyczących stylizacji. Są też i posty, których pisanie przychodzi mi z niezwykłą lekkością, a czas ich realizacji to kwestia 2-3 dni. Tak było w przypadku mojej nowej zdobyczy.
Botki, bo o nich dzisiaj mowa otrzymałam w piątkowy, późny poranek. Spontaniczna niedzielna decyzja o zrobieniu zdjęć i dzisiejsza publikacja. Tempo nadzwyczaj expresowe, nieprawdaż?






Już na wstępie muszę Was ostrzec, że ilość zamieszczonych zdjęć może przywrócić o zawroty głowy. Tak to już czasami jest... człowiek nie może się zdecydować :D

Całe zamieszanie wywołuje moja radość z efektów sesji. Myślę, że kwintesencją jest miejsce, jego aura i ponadczasowość. Torowisko w gruncie rzeczy ma swoją magię i charyzmę, którą warto na wszelaki sposób wydobyć. Stylizacja idealnie się z tym wszystkim komponuje, tworząc zwartą całość.
Już po raz drugi miałam przyjemność robić zdjęcia na torowisku. Myślę, że za każdym razem wyodrębniam z tego miejsca coś nowego. Kto wie... może za 3 razem zaskoczę się na nowo? 













Mój look tworzą klasyczne jeansy z lampasami, czarna bluzeczka, marynarka w kratę - jedna z najnowszych zdobyczy, która po raz pierwszy ujrzała światło dzienne i wspomniane botki.

By w pełni zrozumieć moją nową miłość do tegoż obuwia chciałabym wypowiedzieć się o samej idei strony, jej funkcjonowaniu i asortymencie.


MARCO SHOES (KLIK)



To firma rodzima, która swoją działalność rozpoczęła w 1989 r. jako niewielki zakład rzemieślniczy. Celem jej założyciela była produkcja skórzanego obuwia, które zdobędzie uznanie szerokiego grona klientów. 
Dzięki ciężkiej pracy i rozwojowi mały zakład przekształcił się w dobrze prosperujące dwa zakłady produkcyjne. A drugie pokolenie zarządzających - Malinowskich zaistniało na rynku jako silny producent obuwia. 

25 letnie doświadczenie pozwala zaoferować klientom obuwie spełniające oczekiwania co do wygody, komfortu i jakości. U podstaw działania leży nie tylko dobry produkt, ale i nowoczesna technologia i tworzenie trwałych relacji z tytułu pracownik-klient-dostawca.


Droga, którą podążamy i której już zawsze chcemy się trzymać - staje się o wiele przyjemniejsza, jeżeli na naszych nogach króluje obuwie, przy którego tworzeniu zwraca się uwagę na najdrobniejsze detale by stworzyć produkt wierny wszelkim ideałom. 







MARCO SHOES (KLIK)


W swojej ofercie posiada  obuwie damskie z szeregu podkategorii: baleriny, botki, czółenka, kozaki, półbuty, sandały, szpilki. Pomimo, że chłodna aura zdecydowanie ustępuje, a do lata pozostało jeszcze troszkę czasu z chęcią przejrzałam kategorie z wypełniającym je obuwiem. 
Każdy model jest wyjątkowy i niepowtarzalny na swój sposób. Zauważyłam, że nie sposób przejść obok niego obojętnie. Obuwie na pierwszy rzut oka bardzo proste, ma w sobie to "coś" - czego od dawien, dawna poszukuje. Taka już moja natura, moi kochani!


Wybór botków nie był przypadkowy, choć do ostatniej chwili wahałam się pomiędzy nimi, a czółenkami. W tamtej chwili zadecydowała pogoda, która nie należała do najłaskawszych. Pochmurna, deszczowa aura sprzyjała ku botkom i to właśnie taki model obuwia ostatecznie do mnie trafił.

Autorzy strony pomyśleli także o takich kwestiach jak nagłówki, które opisują dany model obuwia, a także podpowiadają z czym je nosić. Poszukiwanie inspiracji za sprawą takich detali staje się o wiele prostsze i przyjemniejsze, a nam-klientom dowodzi o pełnym profesjonalizmie. 







GRANATOWE BOTKI Z ELASTYCZNEGO STRETCHU


Spośród trzech wersji kolorystycznych: beżu, szarości i granatu to właśnie ta ostatnia powiększyła moją uroczą kolekcje. Od kilku sezonów usilnie staram się zaopatrzyć w czarne botki, ale z niewiadomych mi przyczyn tak się nie dzieje. Koniec końców zawsze trafiają do mnie inne, niż zakładała tego pierwotna myśl. Na pewno ma to swoje plusy - kolorowe obuwia wymaga ode mnie kombinacji i tworzenia zestawień opierających się nie tylko na klasycznej czerni i szarości. 

Model botka 1070B od MARCO SHOES to przede wszystkim idealne dopasowanie do mojej nogi. Dzięki zastosowaniu wysokiej jakości specjalnego materiału elastycznego imitującego naturalny zamsz. Charakteru dodaje ciekawy obcas 3D z małymi wypustkami, niespotykanych w modelach innych marek. Wysokiej jakości podeszwa antypoślizgowa sprawdzi się na różnych podłożach. Ze względu na brak ocieplenia od wewnątrz, model ten nie pogrubia nogi.
Tak właśnie definiuje je producent, czy aby na pewno tak jest? 

Zaczynając od ostatniej frazy to właśnie brak ocieplenia w dużym stopniu wypłynął na moją decyzję  wyboru zaprezentowanych botek. Pomyślałam, że będą idealne na teraźniejszą dość "wahającą" się pogodę roku. Moje przypuszczenia okazały się strzałem w 10! Wczoraj po raz pierwszy miałam je na nogach i pomimo kilkunastostopniowej temperatury nie odczułam, by stopa była w nich uwięziona. Nawet nie wpłynęły na to pełne promienie słoneczka. Takiego modelu zdecydowanie potrzebowałam. Rozumiem, nieuchronnie zbliża się czas odsłaniania naszych stóp, ale myślę, też, że nie powinniśmy robić tego zbyt pochopnie. Stopniowe przejście od kozaków i botków ku balerinkom i czółenko - to się rozumie! 

Stwierdzenie, że podeszwa jest antypoślizgowa jest jak najbardziej prawdziwe. Stąpając zarówno po mokrej jak i suchej powierzchni czuję się stabilnie i mega komfortowo.

Materiał/ tkanina jest nieporównywalnie mięciutka! Botki chciałoby się tylko głaskać i głaskać. Na pewno pod tym względem obuwie zyskuje dodatkowych plusów w moich oczach. 

Zdobiony obcas, jest kolejnym zaskakującym puntem zaczepienia. Pisząc o tym "czymś" całą uwagę można skupić na małych wypustkach tworzących efekt 3D. Właśnie w takich akcentach widać ingerencje nowoczesnej technologii, co pozwala marce dumnie konkurować z innymi przedsiębiorstwami.


8,5 cm wysokość obcasa jest jedną z moich ulubionych. Nawet kilkugodzinne spacery nie są mi straszne. Ultra wygodne i bezpieczne, gdyż botki posiadają elementy usztywniane, dodatkową wewnętrzną wkładkę i skarpetkową, lekką cholewkę. Ich wagę mogłabym porównać do piórka. Nie wiem czy pudełko, w którym były zapakowane nie było cięższe od samego obuwia :D 










SPECJALNIE DLA MOICH CZYTELNIKÓW MARKA WYSTOSOWAŁA 10% ZNIŻKĘ! KLIKAJĄC W ZAMIESZCZONE LINKI, ZOSTAJECIE PRZENIESIENI NA STRONĘ, GDZIE MOŻECIE DOKONAĆ ZAKUPU!


ZAPRASZAM - MARCO SHOES 





Tymczasem kochani zmykam przejrzeć nowości na Waszych blogach. W poszukiwaniu inspiracji ślę najszczersze pozdrowienia! Pa! Pa!



czwartek, 11 kwietnia 2019

Łapiąc tylko dobre sny...

Hey!


Czwartek, czwarteczek, czwartunio! Pomimo lekkiego załamania pogody dobry nastrój nie śmiał nawet mnie opuścić! Myślę, że chłód jest chwilowy... zresztą patrząc na zdjęcia z niedzielnej sesji nie mogę być zła na matkę naturę. Bardzo doceniam jej łaskawość! Medialnie-blogersko wszystko idzie zgodnie z planem, a to cieszy mnie najbardziej! Pogoda ma duży wpływ na zrobienie zdjęć; i nie chodzi tu tylko o zdjęcia stylizacji, ale także o fotki zamieszczanych produktów.

Celebrując czas staram się być aktywną na Waszych internetowych zakątkach. To dla mnie jedna z ulubionych form relaxu. 
Innym sposobem są spokojne spacery i możliwość przebywania na dworze. W tym roku nie chciałabym wychodzić z założenia - poczucia bliskości natury. Za pamiętnych czasów, będąc małym dzieckiem nie stanowiło to dla mnie żadnego priorytetu. Mój idealny dzień mógł być w całości spędzony w domu. Nie ma w tym nic złego... ale lecą lata, człowiek się zmienia i poczucie, że czegoś ewidentnie brakuje jest bodźcem do wprowadzenia zmian. Czas spędzony w ukochanym sadku, ogródku czy podwórzu stał się dla mnie niezwykle cenny i piękny. 



         


Poszukując inspiracji zupełnie przypadkowo natknęłam się na pracownię Pani Katarzyny - Moje dekoracje - dream catcher

Projekty, które możecie pooglądać klikając na powyższy odnośnik to prawdziwe arcydzieła. Pani Katarzyna nie pozostaje bierna barwom i określonym kształtom. Każdy projekt ma w sobie coś jedynego - niepowtarzalnego, wyróżniającego na tle pozostałych.

Nie będę ukrywać, od zawsze lubiłam i czułam sympatię do takiej twórczości. Nawiązując kontakt otrzymałam swój, jedyny, wymarzony łapacz snów. Zasięgając źródeł i chcąc podać "książkową" definicję łapaczy współcześnie traktowane są jako amulety przynoszące szczęście. Niegdyś wieszane nad łóżkiem lub przy wejściu do domostwa zatrzymywały nocne koszmary nawiedzające śpiących w domu. Gęsta sieć miała przepuszczać jedynie dobre sny, złapany sen spływał po piórach. Złe, ginęły wraz z pierwszymi promieniami słońca. 

Sny są czymś pięknym, zupełnie oderwanym od rzeczywistości. Nigdy nie zagłębiałam się w proces śnienia, ale wiem, że jest to coś niebywałego! Myślę, że złych snów od tej chwili mieć nie będę! Nie było ich stosunkowo dużo... ale te sporadyczne również warto od siebie gdzieś daleko, daleko odsunąć! 

Zadanie łapaczy od zarania dziejów znacząco się nie zmieniło... jedyne co może się w nich zmienić to kolorystyka, forma i ilość ozdób je tworzących. Mój nabytek to połączenie klasyki w odcieniach i szaleństwa w tworzących go akcentach. Jak pewnie zauważyliście czerwień od jakiegoś czasu nie pozostaje mi obojętna. Czasami sięgam po nią wręcz nieświadomie. Mocny, charakterny kolor - z czymś musi się to łączyć!


SERDECZNIE ZAPRASZAM - Moje dekoracje - dream catcher





Dobór stylizacji trwał zaledwie kilka chwil. Nie miałam żadnego zarysu jak będzie ona wyglądać. Sięgając spontanicznie po kapelusz i moją nową koszulę stworzyłam coś spójnego i idealnie podkreślającego kolorystykę łapacza. Myślę, że w tym tkwi cały urok.
Wspominając o mojej nowości - w tym sezonie chciałabym w szczególności skupić się na kompletowaniu koszul - dotychczas jednego z moich ulubionych, choć nieco zapomnianych elementów garderoby. Zakładając po jakimś czasie ponownie koszulę poczułam jakby moja miłość do nich odżyła na nowo! Coś rewelacyjnego!




Sztuka tworzenia zdjęć i towarzyszącego szczęścia opuściła mnie zaledwie na chwilę. W trakcie wygłupów na chwilę pozostawiłam swój amulet w samotności... i zgubiłam cenny pierścionek. Wierzcie mi kochani poszukiwania biżuterii w zbożu nie należy do łatwych zadań, ale grunt to się nie poddawać; tak myślę...?
Na szczęście cała przygoda miała radosne zakończenie i jak widzicie na zdjęciach pierścionki są w komplecie! :D








KONKURS!

WRAZ Z PANIĄ KATARZYNĄ ORGANIZUJEMY KONKURS, W KTÓRYM NAGRODĄ JEST ŁAPACZ SNÓW O DOWOLNEJ KOLORYSTYCE. 
CHĘTNYCH ZAPRASZAM NA MÓJ FANPAGE NA FACEBBOKU, GDZIE ZAMIESZCZONA JEST GRAFIKA KONKURSOWA - KLIK


Tymczasem kochani będę zmykać. Życzę Wam miłego wieczorku! Pa! Pa! :)




1. Co tam kochani u Was ciekawego?
2. Jak oceniacie mój łapacz snów?