sobota, 21 kwietnia 2018

Po wschodniej stronie...

Hey!


Chciałoby się rzec, że sobota będzie typowo spokojnym dniem, kiedy w końcu mogłabym odpocząć, po dość wyczerpującym tygodniu.
Niestety moje wstępne plany jak to w zwyczaju bywa uległy zmianie i tak od porannych godzin przesiaduje przed książkami. Fakt, że zostałam zwolniona ze wszystkich prac klasowych w ubiegłym tygodniu z jednej strony był mi na rękę, ale pojawiło się też kilka minusów takiego rozwiązania. Oczywiście by móc jak najlepiej przygotować się na projekt ważne było moje całkowite poświęcenie. Jednak warto też wspomnieć o tym co mnie jeszcze czeka. Teraz w dość krótkim czasie czasie muszę nadrobić zaległości, co nie powiem już na wstępie przysporzyło mi trochę problemów.
Zapału do nauki mi nie brakuje, aczkolwiek marzę już o chwili wytchnienia. Może w mój nastrój wkradło się troszeczkę rozgoryczenia po wczorajszym konkursie, na którym nie udało mi się zająć żadnego miejsca.  Najważniejsze, że jestem zadowolona zarówno z prezentacji jak i z wystąpienia. Musiało po prostu czegoś zabraknąć, czego? Niestety nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Jedyną pociechą jest wyróżnienia za oryginalność tematu. Może gdybym miała więcej czasu na przygotowanie się urozmaiciłabym coś w swoim wystąpieniu bądź skróciła przedstawione treści. Nie mam co sobie zarzucić tym bardziej, że całość konkursu odbywała się niskim poziomie, a o przygotowaniu sprzętu nawet nie mam co wspominać. Fakt, że laptop się koszmarnie zacinał i to przeważnie w momencie kiedy występowałam nie tylko rozluźnił atmosferę wśród publiczności spowodowaną czekaniem, ale też i wybił mnie trochę z kluczowego w tej sytuacji skupienia.
No cóż może dam radę, tym bardziej, że prawdziwej nauki pozostało zaledwie 2 dni, gdyż w poniedziałek jadę z ofertą promocji mojej szkoły, w środę jest dzień otwarty w liceum do którego uczęszczam, natomiast piątek to pożegnanie klas maturalnych. 



Do tych i innych tematów jeszcze wrócę... Dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować wiele jakże urodziwych zakątków w malowniczym Brześciu. Dokładnie tydzień temu o tej porze, pomimo dość wczesnego wyjazdu dopiero co wróciłam do domu. Sama odległość nie jest zbyt duża - nie przekracza nawet 100 km, aczkolwiek przejścia graniczne zajmują sporo czasu. Będąc w posiadaniu paszportu pewnie jeszcze w przeszłości ponownie tam zawitam. 3 dni na wycieczkę po tym mieście to zdecydowanie za mało. 


Jak dokładnie wyglądał wyjazd? Tego i jeszcze innych ciekawostek dowiecie się czytając dzisiejszą notkę..

 

Każdy z 10 uczestników wycieczki był pod opieką innego opiekuna - ucznia białoruskiej szkoły. To właśnie u Aliny - swojej opiekunki nocowałam przez 2 noce i powierzyłam swoje zaufanie. Nocne spacery po nieznanym mi mieście były troszkę przerażające, aczkolwiek w jej towarzystwie czułam się całkiem bezpiecznie. Okolica, w której mieszkałam była oddalona od centrum o dobre 15 minut. Dość spokojne osiedle było dla mnie miłym zaskoczeniem. Nie wiedzieć czemu wcześniej jakoś inaczej to sobie wyobrażałam. Ciekawostką jest duża liczba osób na ulicach zwłaszcza w godzinach wieczornych. Ludzie w Brześciu spacerują, biegają, jeżdżą na rolkach i rowerach. Młodzież potrafi w ciekawy sposób zagospodarować swój wieczorny czas, co w sumie jest możliwe bo przy tak dużej liczbie atrakcji nie ma co się nudzić. 


Pobyt u Aliny wspominam ciepło, zwłaszcza rozmowa z jej rodzicami była dla mnie miłym doświadczeniem. Przed wyjazdem bałam się bariery językowej, aczkolwiek takie coś nie istnieje. Najważniejsza była dla mnie rozmowa, dlatego też śmiało wypowiadałam się na dane tematy. Niekiedy była mi potrzebna dłuższa chwila na zastanowienie się jak daną kwestię przedstawić w języku rosyjskim, ale to całkiem normalne zachowanie, zważywszy na fakt, że za granicą byłam po raz pierwszy. Rodzice Aliny sami wypytywali się mnie o znaczenie niektórych słów po polsku, przez co mogłam czegoś ich nauczyć. Wzajemna nauka nieco rozluźniła atmosferę początkowego skrępowania. Obycie z językiem było zupełnie nowym doświadczeniem. Jestem wręcz pewna, że gdybym pozostała jeszcze te kilka dni więcej podszkoliłabym swoje umiejętności. Zapewnieniem moich słów są wypowiedziane kwestie do znajomych i profesorki, a także myśli w obcym języku.

Alina wywiązała się z zadania, choć niektóre zachowania mojej opiekunki pozostawiały wiele do życzenia. Nie rozumiała na przykład, że drugiego dnia po wieczornych łyżwach jedynym marzeniem był sen. Jak to po rosyjsku się mówi - Она хочет гулять и гулять, przy czym mi spacery nie były kompletnie na tamten moment w głowie.  


Kilka ciekawostek z życia po wschodniej stronie...

 

  Trolejbusy dla uczniów są zupełnie bezpłatne. Bardzo duża część młodzieży z nich korzysta by móc dojechać do szkoły bądź innych części rozległego miasta.

Opłata za przejazd busem wynosi zaledwie 1 rubel, w przeliczeniu na naszą walutę to zaledwie 1 złoty. Przy czym odległość nie wpływa na cenę biletu.

Białoruskie słodycze, alkohol i papierosy to produkty, które można nabyć za niewielką sumę. Alina cały czas powtarzała mi, że nie warto kupować u nich słodyczy, gdyż według niej były o wiele droższe. Na szczęście wszystko sobie dokładnie przekalkulowałam i nie wyjechałam z pustym bagażem. Oczywiście nie kupowałam używek - raz z obawy, że zatrzymają mnie na granicy, dwa nie miałam takiej potrzeby.

Białorusi wyznają prawosławie. Wierni przechodząc obok cerkwi zawsze kłaniają się, wykonując znak krzyża trzema palcami (kciuk, wskazujący i środkowy) lewej ręki.

Słowa Aliny dotyczące ceny towarów dopiero zrozumiałam pod koniec wyjazdu. Pensja na Białorusi przeliczana jest w dolarach. Wynagrodzenie dla nauczycieli to suma zaledwie 200 dolarów. Przy takich zarobkach, odliczając opłaty na życie pozostaje na prawdę niewiele.


Bardzo duża część ludzi wyjeżdża w celach zarobkowych jak i na zakupy do Polski. Rodzice Aliny pracują w Polsce, a miastem, w którym najczęściej robią zakupy jest Warszawa. 


  Popularnym produktem są сырки. To prostokątny twarożek oblany czekoladą, z dodatkiem owocowego bądź waniliowego  musu ze spodem w postaci gofra. Niestety nabiał jest zabroniony do przewozu poza granicę. 


Na Białorusi są godziny policyjne. Młodzieży do 16 roku życia zabrania się przebywania poza domem bez opieki osoby pełnoletniej od godziny 23 do 6 rana. 


Ze względu na dużą ilość uczniów w szkole są dwie zmiany, poranna i popołudniowa. Wyróżnia się również 11 klas i sobotni tok nauczania. Przy czym wakacje uczniowie rozpoczynają już od czerwca. 


  Szkoła, z której pochodzą nasi opiekunowie to typowa mundurówka. Alina chodzi do klasy policyjnej i jest zobowiązana każdego dnia do nakładania swojego uniformu. W mojej szkole dzień mundurowy jest tylko w poniedziałki.


Dzieci od najmniejszych klas muszą chodzić do szkoły ubrane w galowy, elegancki strój. Kolorowe ubrania są niestosowne i raczej zabronione.


  Uczniowie w ramach lekcji biologi bardzo dużo czasu spędzają na dworze, dbając o obejście, podlewając i sądząc kwiatki.

Białoruskie śniadania są bardzo obfite, wyglądają tak, jak nasze polskie obiady. 


Moda na ulicach jest bardzo zróżnicowana. Nigdy nie widziałam tak kunsztownych i wymyślnych kreacji. Kobiety jak i mężczyźni przywiązują dużą wagę do ubioru, choćby mieli tylko wyjść do sklepu.


Bilety do muzeum, ogrodu botanicznego to wydatek rzędu jednego bądź niecałych dwóch rubli. Opłaty za wstęp są bardzo niskie. 


Miasto i sama okolica to dość bogate i piękne tereny. Tego samego nie mogę powiedzieć o terenach oddalonych o kilkanaście kilometrów od Brześcia, gdzie można spostrzec zupełnie inną stronę medalu. Małe domki, kolorowe, drewniane, rozwalające się płoty i nieład na podwórkach to coś co od razu rzuca się w oczy.


W 2019 roku Brześć będzie obchodził swoją tysiącletnią rocznicę. Z tej okazji miasto przechodzi wiele gruntownych przemian. Na wielu ulicach można dostrzec prace budowlane. Mężczyzna, który zawiózł nas busem do muzeum, śmiał się, że po rocznicy przez tysiąc lat nic się nie będzie działo, gdyż państwo wydało bardzo dużo pieniędzy ze swojego budżetu na renowację. 



Podczas 3 dniowego pobytu wraz z grupą spacerowaliśmy po parku, zwiedziliśmy słynną Twierdzę 
Brzeską, Muzeum Juliana Ursyna Niemcewicza i ogród botaniczny. W planie znalazł się również czas na lodowisko i obrót na kole obserwacyjnym. Drugiego dnia mieliśmy bardzo dużo czasu do dyspozycji, który wykorzystałam odpowiednio zaopatrując się w Białoruskie słodycze i niewielkie pamiątki. Już teraz mogę Wam zdradzić, że o słodkościach zrobię osobny post. Zapraszam kochani do fotorelacji ❤











 







 


















 Dziękuje kochani, że wytrwaliście do końca. Chciałam przekazać jak najwięcej treści i pochwalić się swoimi zdjęciami. Mam nadzieje, że zachęciłam Was do odwiedzenia tego jakże malowniczego miejsca. Tymczasem lecę odpoczywać  Pa! Pa!