niedziela, 30 maja 2021

Ateńska uliczka w polskiej kuchni...

 Hey!


Witam Was kochani w ten niedzielny wieczór? Jak tam Wasze humorki w ostatnie dni dość pochmurnego maja? U mnie nastrój jest jak najbardziej pozytywny. Niedzielny dzień spędziłam znacznie spokojniej, aniżeli bywa to na tygodniu. Z rana zajęłam się przygotowaniem notatek na studia, później miałam mały wyjazd, co pozwoliło mi oderwać się sprzed laptopa. Znalazłam także czas na trening fitness i zrobienie nowych zdjęć na bloga. To właśnie dzięki ostatniej, wymienionej przeze mnie czynności mogłam zajrzeć do blogosfery i przywitać się z Wami w nowym poście. A więc nie przedłużając zobaczcie co dla Was przygotowałam!




Fototapety.shop - dekoruje nasze ściany


Na samym początku chciałabym zadać Wam kilka pytań. Jakie wnętrza preferujecie? W stylu klasycznym, nowoczesnym, skandynawskim, vintage, boho, a może rustykalnym? Jak w związku z tym jak je dekorujecie? Poszukujecie oryginalnych ozdób czy kierujecie się popularnością konkretnych dodatków dostępnych na rynku?

Ja w ostatnim czasie szczerze doceniłam obrazy, fototapety i plakaty. Postrzegane pod względem dodatków wnętrzarskich mają ogromny potencjał. To właśnie ów potencjał postanowiłam wykorzystać.
Obrazy w moim domu są obecne od dawien, dawna. Nie mniej jednak niektórymi grafikami, jestem już najzwyczajniej w świecie znudzona. Poszukiwałam efektownego, lecz nieskomplikowanego sposobu na odświeżenie wystroju wnętrza. Pomysł? Wymiana dotychczas wiszącego obrazu na nowy. Uprzedzając pytania - co zrobiłam ze starym obrazem? Oczywiście nie wyrzuciłam. Chwilę główkowania i ten również znalazł swoje miejsce. Zawisł tam gdzie najlepiej skomponował się z wnętrzem. Teraz nie wyobrażam sobie, jak mogłam pozostawić daną przestrzeń niezagospodarowaną. No cóż, obecność nowego obrazu wpłynęła jak najbardziej pozytywnie na zmiany, które można było dzięki niemu wprowadzić. 




Obraz, który widzicie u góry ma swoją historię. Do przeglądania oferty dostępnych obrazów na płótnie zaprosiłam swoją mamę. Pomyślałam - co dwie głowy to nie jedna.Wybierzemy idealną grafikę, która będzie współgrać w 100% z wnętrzem. Pokój - granatowe meble, ciemny, brązowy regał i ściany w kolorze jasnej lawendy. Pomieszczenie nieco zimne, ciężkie w odbiorze choć urozmaicone pod względem różnorodności dodatków. Osobiście czuje się w nim bardzo dobrze Wraz z mamą uznałyśmy, że jedna ze ścian jest kompletnie nie zagospodarowana. Wybierając obraz pragnęłyśmy to odmienić. 


Sam proces wybierania sprawił nam wiele radości. Ilość kategorii tematycznych to prawdziwa skarbnica. Zastanawiałyśmy się nad obrazem w szczególnością z następujących kategorii: Krajobrazy, Kwiaty, Architektura i 3D na ścianę. Przepiękne grafiki natury, jej krajobrazów, uliczek znanych zakątków świata potrafią wprawić w osłupienie. Tuż przed finalizacją zamówienia zastanawiałyśmy się nad dwoma obrazami. Jeden przedstawiał fioletowe kwiaty, drugi widzicie na zamieszczonych poniżej-powyżej zdjęciach. Najtrudniejszym etapem podczas wyboru jest podjęcie decyzji, czy dany obraz w rzeczywistości będzie współgrał z pomieszczeniem. Czy chcecie sobie to wyobrazić czy też nie, ale wraz z mamą przystawiałyśmy laptopa do ściany by jakkolwiek wyobrazić sobie jak dana grafika zgra się bądź nie z całym wnętrzem. I....


... w tym momencie narodził konflikt. Obraz ładnie prezentował się w planowanym miejscu docelowym, jednakże niekoniecznie tak jakbyśmy tego - Ja i mama oczekiwały. Obraz według nas stracił na swojej wyrazistości - jak gdyby wnętrze przytłoczyło jego prawdziwe piękno. Wydawać by się mogło, że jasne ściany w przypadku tej grafiki staną się idealną bazą. Wbrew poprzednim przypuszczeniom tak się nie stało.
Widoczek przepięknej Ateńskie uliczki o wiele ładniej prezentuje się na drewnianych panelach, które to w rewelacyjny sposób uwydatniają barwy obecne na grafice. 



Obraz na płótnie mała utwardzona uliczka na Atenach (Fototapety.shop)

Rozmiar: 100x70 (szerokość, wysokość)

Obraz można powiesić w dowolnym układzie, składającym się z dwóch, trzech i więcej elementów. Wygląda to z pewnością bardzo inspirująco i efektownie, lecz mój wybór jak widzicie padł na obraz składający z jednego elementu. Co więcej... można troszkę pobawić się efektem fotograficznym. Tych dostępnych jest w sumie dwa: biało-czarny i sepia. 
Kolejny wątek to uniwersalność rozmiaru. Możemy dostosować go pod swoje preferencje i zakres wolnego miejsca. Strona przygotowała także wizualizację poglądowe. Gdyby wnętrze, do którego pierwotnie dobierałam obraz miało białe bądź szare ściany wiedziałabym, że wybór okaże się w 100% trafny. Jasna lawenda niestety nie zgrała się z grafiką. Ale nic nie szkodzi! Pokój zaczeka, a kuchnia zyskała już teraz o wiele więcej blasku! 

Pewnie wielu z Was może się zastanawiać czy obraz na płótnie może zawisnąć w kuchni, w której to podczas gotowania powstaje naturalna wilgoć. Oczywiście pomieszczenie jest wyposażone w otwory wentylacyjne, nie mniej jednak warto odpowiedzieć na pytanie i uwzględnić w nim najważniejsze informacje - odpowiedzi. A więc płótno cechuje się wysoką odpornością na działanie warunków atmosferycznych. Nic nie jest w stanie zniszczyć tej przepięknej dekoracji wnętrzarskiej.



Obraz na płótnie. Płótno Canvas to 100% zawartość bawełny. Materiał o matowym wykończeniu przeznaczony jest do ekspozycji wewnątrz pomieszczeń. Produkt ma zadrukowane boki co optycznie zwiększa jego rozmiar. Specjalna powłoka zapewnia żywą kolorystykę i realistyczną głębię barw, co daje efekt naturalnego płótna. Nie sposób się nie zgodzić z tym opisem. A co Wy na to, kiedy dodam, że obraz na płótnie nie ma refleksów świetlnych? Tak, wiem jest obraz, jego kolorystyka jest po prostu fantastyczna. Obraz wisi w kuchni z wyodrębnioną przestrzenią na jadalnię. I choć stanowisko, które zajmuje przy stole niekoniecznie sprzyja mi abym mogła podziwiać piękną grafikę podczas posiłku. Nie mniej jednak w kuchni znajduje się jeszcze specjalny fotel, gdzie rozsiadając się na nim mogę patrzeć wprost na wiszący obraz. Ale czy do spoglądania na obraz trzeba rozsiadać się na fotelu czy siedzieć przy stole? Nie! Można rzucić na niego okiem, skierować swój wzrok na Ateńskie uliczki w trakcie przebywania w kuchni, przechodzenia z pomieszczenia do pomieszczenia bądź w momencie kiedy to przygotowuję posiłki. Obraz wyraźnie ,,zaznacza" swoją obecność we wnętrzu, zwraca na siebie uwagę - SKUTECZNIE! 




Niedzielne popołudnie mogę zaliczyć do udanych. Po obfitym obiedzie na spokojnie wypiłam filiżankę mojej ulubionej - ziołowej herbaty i posmakowałam co nieco słodkości. O kaloriach, które się w nich mieszczą oczywiście zapominam, trening fitness odhaczony, co za tym idzie nie mam żadnych wyrzutów sumienia! :D 
Kiedy oczy rozmówcy w trakcie spędzania wspólnego czasu przy stole skierowane są na obraz, jestem w stanie to wybaczyć. Samej trudno byłoby mi na niego nie spojrzeć, jest zachwycający, prawda?



Na stronie znajduje się szereg kategorii, które gromadzą: FOTOTAPETY, OBRAZY NA PŁÓTNIE, NAKLEJKI NA OKNA ŁAZIENKOWE, NAKLEJKI NA SZAFY, NAKLEJKI DLA DZIECI, PLAKATY, NAKLEJKI NA DRZWI, TAPETY ŚCIENNE. Zapraszam do odwiedzenia strony, być może po ujrzeniu konkretnych produktów poczujecie inspirację do wprowadzenia zmian, odświeżenia swych wnętrz bądź nadania im kompletnie innego wyglądu. Decyzja należy tylko i wyłącznie do Was. Tymczasem zmykam przygotowywać się do snu. Zajęcia rozpoczynam już od ósmej rano. Wypadałoby zgromadzić trochę energii na przyszłe dwa dni nauki zdalnej. Pozostała część tygodnia pozostaje wolna. Ahhh, cóż to będzie za odpoczynek! Wyobrażacie to sobie? Ja już tak! Życzę udanego tygodnia moi drodzy czytelnicy! Pa! Pa! 


sobota, 22 maja 2021

Odkrywcze bo ROZGRZEWA do...

Hey!


Dzień dobry kochani w najnowszym poście! Co tam ciekawego u Was słychać? Pogoda dopisuje?
Mój region chyba w niczym się nie różni od pozostałej części Polski pod względem pogody. Majową pogodę można by było zdefiniować krótko, lecz bardzo treściwie - "jest w kartkę." Pochmurno-deszczową aurę przeplata niezwykle piękna i pogodna pogoda. Zdecydowanie w przypadku drugiej "propozycji" matki natury człowiek pragnie chłonąć wszystko co najcenniejsze. Dlatego też w wielką przyjemnością staram się jak najczęściej wychodzić na dwór. Czasami na przekór czekającym z niecierpliwością obowiązkom. No cóż jestem w stanie bez wyrzutów sumienia zgromadzić troszkę zaległości w zamian za chwile spędzone w towarzystwie natury. Takim sposobem z zainteresowaniem pielęgnuje rośliny zasadzone w przydomowym tunelu, zasiane w ogródku czy z refleksją w oczach spoglądam na rozwijający się - budzący do życia sad. Tym mogę napawać swoje oczy zarówno wychodząc bezpośrednio na dwór, a także kierując swój wzrok na okno. Kiedy? Na przykład podczas zdalnego studiowania. Jednoczesne słuchanie wykładu i oglądanie natury. Można? Zdecydowanie tak!

Ale czy natura, jej aspekty i owoce są obecne tylko i wyłącznie w sposób namacalny? Oczywiście pierwsze o czym pomyślałam to spacer bosymi stopami po świeżo skoszonej trafie, dotknięcie płatków róży czy zerwanie czerwonych, połyskujących w promieniach słońca jabłek lub innych smacznych owoców. Zmysł naszego wzroku i czucia jest w tych chwilach zdecydowanie wzmożony. Miłośnicy przyrody niewątpliwie reagują w wymowny sposób. 
A co powiecie na to, kiedy to przeniesiemy choć troszkę natury do wnętrza swojego domu? I nie chodzi mi tutaj o bukiety kwiatów czy popularne w ostatnim czasie aranżacje suchych traw. Nie. Chciałabym abyście skupili swoją uwagę na aspekty natury, który w umiejętny sposób przemycono do flakonów przepięknie pachnących perfum, do kosmetyków bazujących na naturalnych składnikach, a także do produktów pielęgnacyjnych, po które sięgamy tak na prawdę każdego dnia. Tym ostatnim chciałabym dzisiaj w szczególności dedykować swój, a także Wasz czas. Jestem niezmiernie ciekawa jakie miejsce zajmują produkty codziennej pielęgnacji w Waszej hierarchii produktów po które sięgacie. Jeżeli jesteście w stanie szybko i bez większego namysłu odpowiedzieć na te pytanie to bardzo dobrze. Natomiast dla osób, które nie są w stanie natychmiastowo wskazać pozycji we wspomnianej hierarchii przygotowałam cały zestaw pytań, które powinny Wam pomóc. Być może po zapoznaniu się z nimi nasuną się Wam kolejne, które jeszcze bardziej wyodrębnią Wasze stanowisko. A więc: Jakie formuły preferujecie w szczególności? Sięgacie po jeden-kilka sprawdzonych produktów, a może jesteście otwarci na poszukiwania i testowanie wprowadzonych na rynek nowości? Jak bardzo analizujecie skład i oferowane właściwości? Wasze półki uginają się od nadmiaru produktów pielęgnacyjnych? Jeśli tak, staracie się nad tym zapanować, a może nie zwracacie na to uwagi? 

Ja osobiście uwielbiam urozmaicać swoją kolekcję wspomnianych produktów. Raz - testowanie nowych formuł sprawia mi ogrom przyjemności; dwa - rzadko zdarza się, że świadomie bądź nie trafia się na podobny zestaw właściwości, skład czy inne aspekty. Jest to dla mnie jeszcze bardziej ekscytujące. Dlaczego? Bo każde testy wiążą się z towarzyszącym podekscytowaniem. Co więcej produkty, które pielęgnują oferują także wiele innych właściwości, czasami tak interesujących, że nie zwracamy uwagę na nic innego co czyni dany produkt jeszcze bardziej atrakcyjnym. Nie inaczej było w trakcie POZNAWANIA kolejnego już produktu z różnorodnej oferty ALOES.SKLEP.PL
Dzisiejszy post jest już ostatnim, z zaplanowanej szerokiej serii publikacji. Z jednej strony kończymy pewien rozdział, kiedy to co jakiś czas pojawiał się wpis ukazujący nowość ze wspomnianej powyżej strony internetowej. Lecz z drugiej strony - myślę tej bardziej optymistycznej, jestem pewna, że kiedyś - w bliższej bądź dalszej przyszłości coś jeszcze się ukaże. Być może coś odkrywczego, być może tak popularnego i powszechnego by wspomnieć o tym raz jeszcze. Na razie pozostawiam ów temat owiany szeroką tajemnicą, której nie znacie ani Wy-moi drodzy czytelnicy, ani też Ja. 

Gdzieś tutaj pomiędzy cennymi dla mnie słowami pojawiło się jedno, przy którym chciałabym nieco zwolnić. Cóż to było za słowo? ODKRYWCZE. Tak jak rozpoczęliśmy dzisiejszy post podążając refleksyjnie za pięknem otaczającej nas natury, tak również i teraz chciałabym abyście podążali wraz ze mną wśród ODKRYWANIA wszelkich nowinek, właściwości, doznań zapachowych i efektów. Natury? Owszem, lecz zamkniętej w tubce. Na długo? Zdecydowanie nie. Bo, gdy po raz pierwszy sięgniemy po skoncentrowane dobro produktu ALOE HEAT LOTION - ALOESOWA EMULSJA ROZGRZEWAJĄCA, uświadomimy sobie, że tak na prawdę pojawi się drugi, trzeci i kolejny raz. Aż zdamy sobie sprawę, że zużyliśmy wszystko co gromadziła ów tubka. Natura zostanie z niej uwolniona, bo nasze ciało, zmysły i samopoczucie zaczerpnie z niej to co najcenniejsze. 
Myślę, że to dobry początek aby przejść dalej.



Aloesowa Emulsja Rozgrzewająca jest produktem, którego zdecydowanie potrzebowałam. Śmiało mogę Wam zdradzić, że godnie i dumnie wzbogaca moje zbiory produktów przeznaczonych do codziennej pielęgnacji. Obecność emulsji jest niewątpliwie nieoceniona. Pierwsze za co ją szczerze polubiłam, a może nawet coś więcej... Ciii... to przepiękny zapach! Dodaje energii i sił, którą człowiek chciałby bez większego główkowania odzyskać. Energetyczno-aromatyczne nuty roznoszą się w trakcie rozprowadzania emulsji. Skóra pachnie także kilka godzin później. Może już nie tak intensywnie, lecz nadal czuć bardzo przyjemną woń i to właśnie to jest w niej ujmujące!


Jakie informacje znajdziemy na etykiecie produktu?


Najważniejsze, lecz podstawowe. By wyczytać nieco więcej warto zajrzeć na stronę marki. Jest tam przede wszystkim adnotacja zapewniająca nas o właściwościach kojących po wysiłku fizycznym, bogactwie składu i kolejnym przeznaczeniu - Aloesowa Emulsja Rozgrzewająca doskonale sprawdzi się w trakcie sesji masażu. Ojejku, to musi być przyjemne i odprężające. Jesteście w stanie sobie to wyobrazić? Poświęćmy chwilkę... przecież nigdzie się nie spieszymy, prawda?
I jak przenieśliście się oczami wyobraźni? Ja już tak. Nasze obolałe mięśnie odpoczywają zaznając potrzebnej regeneracji, relaksuje się także i głowa. Po takim masażu można śmiało przenosić góry! A rozgrzewająca emulsja? Jak sobie poradziła, jest w niej potencjał? I to jaki.!Najpierw lokalizujemy ją zmysłem węchu - jej pobudzający zapach czuć nim jeszcze dostrzeżemy ją zmysłem wzroku. Energetyzujący, pobudzający i świeży - ten zapach pozostaje na długo w naszej pamięci. A działanie? Dlaczego pojawia się tak oczywiste pytanie! Oj działa, działa! Nasze mięśnie otrzymują zbawienną dawkę ukojenia a to za sprawą właściwie penetrującego aloe vera. A co jeśli, nie czujemy zmęczenia mięśni i ciała? Czy emulsja jakkolwiek spełnia swoje zadanie? Tak, w takim przypadku zapewnia nam relaks i wytchnienie. A my świadomie bądź nie czynimy jeszcze więcej dobra - zarówno dla swojego samopoczucia jak i skóry. Bo ta staje się zdecydowanie piękniejsza! Skomponowany skład sprzyja naszej skórze. Gdy ta jest sucha emulsja sprawia, że skóra staje się zdecydowanie bardziej odżywiona i gładsza. Jeśli natomiast nie narzekamy na jej kondycję, to spokojnie emulsja nie wyrządzi żadnej szkody, wręcz przeciwnie pozwoli Wam w dalszym ciągu cieszyć się satysfakcjonującym wyglądem skóry. 

Długo tak rozmyślaliśmy zanurzając się w wir refleksyjnych wyobrażeń. No cóż, było przyjemnie, lecz powróćmy do rzeczywistości. Lecz nie tej jak często się powiada "szarej." Skoro emulsja jest rozgrzewająca to jak można w ogóle wspominać o szarości, nie? No właśnie! Tutaj bardziej pasuje inne określenie - rozgrzane do czerwoności. Co? Nasze zmysły!

SPOSÓB UŻYCIA
Być może jest to dość oczywiste, lecz o jednej kwestii nie mogłabym nie napisać. Sposób postępowania w przypadku kiedy to emulsja ma kontakt z oczami. Nieświadomie zdarzyło mi się z tym zetknąć. Wiecie kochani jak to czasami jest :D Rozprowadzamy dany produkt - w tym wypadku Aloesową Rozgrzewającą Emulsję, a później... zaswędzi nas oko. Na naszych dłoniach pozostaje odrobina emulsji, którą przenosimy na oko. Efekt? Czuć dość nieprzyjemny chłód, taki przenikający. Spokojnie, da się to przetrwać. Najważniejsze aby nie przecierać dalej oka/ oczu, lecz należy delikatnie przepłukać je zimną wodą. Jednego możecie być pewnie, oko/ oczy nie pozostaną zaczerwienione, lecz lekko nadwrażliwe. 

A samo wydobycie emulsji? Bardzo proste. Poręczna tubka umożliwia nam w sposób szybki i łatwy wydobyć zgromadzoną w niej zawartość. Emulsję można nanieść bezpośrednio na daną partię ciała, bądź najpierw na palce dłoni i następnie na pożądaną powierzchnię. Okrężne, intensywne ruchy pozwolą by dobroczynne właściwości Aloesowej Emulsji przeniknęły tam, gdzie potrzebujemy tego najbardziej. 
Zaletą opakowania jest także możliwość odkręcenia plastikowej części. Kiedy w tubce pozostaje już na prawdę niewiele produktu, jego wydobycie poprzez ów czynność jest zdecydowanie prostsze. 

KWESTIE WIZUALNE
Prosta grafika bez zbędnych elementów, które mogłyby nas rozproszyć. Czerwone napisy, wprowadzenie szarych elementów urozmaicających wygląd opakowania - zdecydowana klasyka. Ten produkt nie wymaga nadmiernego szaleństwa i bardzo się cieszę, że zachowano pełną harmonię. 

KONSYSTENCJA
Emulsja jest dość gęsta, lecz odnoszę wrażenie iż w zetknięciu się z ciepłem dłoni i skóry jej konsystencja staje się nieco płynniejsza, a co za tym idzie łatwiejsza do rozprowadzenia. A gdy już to zrobimy to na naszej skórze pojawia się leciutka warstewka, którą określiłabym mianem bariery ochronnej. 

INNE
To na co warto jeszcze zwrócić uwagę to szybkość wchłaniania się emulsji. Jest to zaledwie chwilka, która mija w mgnieniu oka. Skóra, na którą nakładamy emulsję początkowo lekko się świeci - jak gdyby pojawiły się na niej rozświetlające drobinki. 
Emulsja nie jest tłusta, nie pozostawia plam, nie przebarwia ubrań. 


Zarówno na opakowaniu jak i stronie internetowej pojawia się informacja o składzie.



Kiedy sięgam po Aloesową Emulsję Rozgrzewającą?

Po wyczerpującym treningu fitness, by zregenerować obolałe mięśnie bądź tak po prostu by przywrócić im "świeżość." Użycie emulsji nie zawsze wiąże się z uczuciem dyskomfortu czy towarzyszącym bólem. Czasami sięgam po nią, że tak to określę - zapobiegawczo. 
Kiedy jednak emulsja ma "co robić" bo pokrywamy nią wrażliwe, obolałe okolice emulsja ma silne właściwości rozgrzewające. Jak mocne? Oj powiem Wam kochani, że ogromnie. Nie spodziewałam się, że w tak niewinnie wyglądający produkt drzemie w sobie takie pokłady mocy. Oczywiście nie chciałabym Was przestraszyć, właściwości rozgrzewające są jak już wspomniałam dość mocne, aczkolwiek wszystko jest dla ludzi - dzielnie da się to wytrzymać. Co więcej emulsja przynosi wręcz natychmiastową ulgę. Dzięki temu wiemy, że jej użycie ma sens i warto sięgnąć po nią ponownie w przypadku pojawienia się jakiś dolegliwości. To o czym należy jeszcze wspomnieć to fakt, że pomimo właściwości rozgrzewających, na skórze nie pojawiają się żadne zaczerwienienia czy wygląd przypominający poparzenie. To bardzo ważna informacja, która automatycznie niweluje jakiekolwiek pojawiające się wątpliwości. 




Nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić Was do zajrzenia pod wskazany poniżej odnośnik, który zaprowadzi Was bezpośrednio na stronę internetowego sklepu. 

ALOE HEAT LOTION. ALOESOWA EMULSJA ROZGRZEWAJĄCA (ALOES.SKLEP.PL)

Na koniec warto dodać, że Aloesowa Emulsja Rozgrzewająca otrzymała miano BESTSELLERA. Czy po pełnym zsumowaniu wszystkich jej zalet jestem w stanie bez jakiegokolwiek zawahania stwierdzić, że jest właściwie nadany tytuł? Nie wyobrażam sobie by było inaczej.




Skoro pojawiło się już jedno zaproszenie, to nie widzę najmniejszych przeciwwskazań, aby zamieścić jeszcze kilka, może nieco mniej oczywistych, lecz równie atrakcyjnych. A więc, jak już gdzieś na początku wpisu był to czwarty post z serii publikacji promujących produkty oferowane przez firmę Forever Living Products, które można nabyć w internetowym sklepie ALOES.SKLEP.PL. Zachęcam do przypomnienia sobie treści zgromadzonych w poprzednich postach bądź zapoznania się z nimi po raz pierwszy. To dobra okazja aby poznać kilka fantastycznych produktów, a także zaznajomić się z ideą i funkcjonowaniem internetowego sklepu. W poprzednich wpisach pojawiło się ogrom informacji nawiązujących do tej kwestii. 


II POST - Codzienna...



W wolnej chwili warto także zajrzeć na social media FACEBOOK - @aloes.sklep; INSTAGRAM - aloes.sklep.pl


No dobrze. Pozostawiam Was z lekturą na dzisiejsze popołudnie bądź wieczór. Ze swojej strony chciałabym Wam życzyć miłego weekendu. Pracowitego, a może wręcz przeciwnie w pełnym przyzwoleniu na lenistwo. Nie mniej jednak najważniejsze, aby był on udany. Zapraszam niebawem na nowy post! Pa! Pa!


sobota, 15 maja 2021

W kostce...

 Hey!


Co tam ciekawego kochani u Was słychać w kolejny dzień maja? Zdajecie sobie sprawę, że już połowa miesiąca za nami? Ja szczerze mówiąc jestem lekko przerażona. Dni mijają w zatrważającym tempie. Zapewne w dużej mierze ma na to wpływ ilość obowiązków. Człowiek niekoniecznie ma czas by przysiąść i najzwyczajniej w świecie poleniuchować. Choć planowałam nieco wyluzować, niekoniecznie plany przekształciły się w zamiary. Nie do końca da się tak od wszystkiego odciąć, kiedy to zza horyzontu wyłaniają się egzaminy i inne testy weryfikujące wiedzę i umiejętności. Oj nawet nie zdajecie sobie sprawy jak bardzo marzą mi się wakacje. Do upragnionego wypoczynku pozostało jeszcze kilka pracowitych tygodni. No nic, nie ma co się zastanawiać, tym razem refleksjom mówimy stanowcze nie. O wakacjach już ani słowa, lepiej omówić inną, lecz równie interesującą i atrakcyjną tematykę - PIELĘGNACJI. A tej w ostatnim czasie poświęciłam bardzo dużo uwagi.

Mydlarnia "Powrót do natury" - czy coś to Wam mówi?

Jeżeli odpowiedź brzmi twierdząco, a Wasze odczucia co do mydlarni są pozytywne to jak najbardziej dzielę z Wami ów radość. Co w przypadku kiedy po raz pierwszy zetknęliście się z przedstawioną powyżej nazwą? Nic nie szkodzi, z wielką chęcią przybliżę Wam wszystko to co najważniejsze. 

Rozpoczynając od samego początku, jak przedstawia nam się Mydlarnia "Powrót do natury"

Technologia produkcji mydła w naszej mydlarni. Jesteśmy mydlarnią, prawdopodobnie jedyną w Polsce i unikalną w Europie, która produkuje naturalne mydła w oparciu o dawną, tradycyjną technologię sięgającą XIX wieku, na parku maszynowym z drugiej połowy XX wieku. Technologia ta oraz staranność i uczciwość w produkcji, a także wytwarzanie na własne potrzeby bazy wszystkich mydeł - doskonałych płatków mydlanych. gwarantują otrzymanie mydeł o najwyższych parametrach jakościowych. 

Mydło z oleju palmowego spożywczej jakości. Podstawowym surowcem, z którego powstają produkty w naszej mydlarni jest spożywczy olej palmowy najwyższej jakości, posiadający certyfikat RSPO (zrównoważonego pozyskiwania zasobów). Produkcja mydła polega na rozgrzaniu w kotle warzelnym tłuszczu do temperatury bliskiej temperaturze wrzenia razem z wodorotlenkiem sodu. 

Para technologiczna używana w procesie wrzenia i suszenia mydła, uzyskiwana jest przy pomocy tradycyjnego kotła opalonego drzewem. Wodorotlenek wchodzi w reakcję z tłuszczem i powoduje jego zmydlenie. W ten sposób powstaje mydło w postaci płynnej.

Specjalna sól kłodawska. W końcowym etapie procesu warzenia mydła dodawana jest niewielka ilość soli w celu wytrącenia się z mydła nadmiaru wody. W naszym zakładzie stosujemy polską sól wydobywaną w Kłodawie.

Z naszych doświadczeń wynika, że pod względem zawartości mikroelementów jest ona zbliżona do soli himalajskiej, a energetycznie znacznie od niej korzystniejsza. Z soli tej uzyskujemy także ORMUS, czyli szlachetne pierwiastki z grupy platynowców (np. złoto, platyna, iryd), których atomy nie istnieją w uporządkowanych strukturach np. kryształach, ale samodzielnie. W takiej formie nie są one metalami. 

Nasz sposób gotowania mydła powoduje, że niemal cała naturalna gliceryna, która powstaje w wyniku procesu gotowania, zostaje w mydle i jest jednocześnie znakomitym, naturalnym środkiem nawilżającym. Ugotowane tą metodą mydło pozostawiamy na 24h w celu zakończenia procesu tłuszczu z wodorotlenkiem sodu. 

Finalny efekt - mydło najwyższej jakości bez konserwantów, ulepszaczy, SLS. Kolejnym etapem jest wylanie płynnej masy mydlanej na trójwalcarkę, która przekształca ją w tradycyjne płatki mydlane. Następnie taśmociągiem płatki wędrują do suszarni, gdzie odparowywany jest nadmiar wody poprzez nadmuch gorącego powietrza, uzyskiwanego ze spalania drewna. Tak powstałe płatki są bazowym surowcem do produkcji wszelkiego rodzaju mydeł w kostce. 

Z ostatniej pelotezy formowany jest baton gotowego mydła, który jest cięty na odpowiednie kawałki. W zależności od potrzeb klienta mydło może być ręcznie lub mechanicznie kształtowane lub stemplowane. Kolejne etapy to foliowanie, zapobiegające wysychaniu kostek i pakowanie mydeł do pudełek. Jak można zauważyć na każdym etapie produkcyjnym nie używamy konserwantów, sztucznych barwników, polepszaczy, wypełniaczy jak również nie dodajemy mydła parabenów, SLES-u ani tłuszczy zwierzęcych. 

Bogactwo informacji. By dowiedzieć się jeszcze więcej wraz z mydlarnią zapraszamy do zajrzenia pod zakładkę O nas - Mydlarnia "Powrót do natury" a także Nasze Wartości - Mydlarnia "Powrót do natury"


Teraz chciałabym Wam zaprezentować zawartość paczki. Zawartość, która jest bardzo różnorodna, a każdy produkt wyjątkowy na swój sposób. 

Mydła w kostce - to zdecydowany powrót jeżeli chodzi o linię pielęgnacyjną. Używałam ich za czasów dzieciństwa i czasów nastoletnich. Myślę, że warto wrócić do takich podstaw w zakresie kompletowania produktów pielęgnacyjnych. Mydła w kostce odpowiadały mi pod względem oferowanych właściwości, a efekty były zauważalne wręcz natychmiastowo. Szampony w kostce są dla mnie nowinką pielęgnacyjną. Chodź wiedziałam o ich istnieniu nigdy nie miałam możliwości przetestować ich osobiście. Fakt, że będę mogła to zmienić - wzbogacić swoje doświadczenia o kolejne testy działa jak najbardziej na moją korzyść. 





SZAMPON W KOSTCE Z POKRZYWĄ, ŁOPIANEM I BŁAWATKIEM (KLIK) NOWOŚĆ!!


Przygoda z testami szamponów w kostce, bo tak chciałabym to określić była jak biała-pusta kartka. Kompletnie nie zapisana, bo pozbawiona doświadczeń i możliwości porównania.Skupiłam się tylko i wyłącznie na swoich spostrzeżeniach i efektach. Wywołując słowo EFEKTY warto by było co nieco Wam opowiedzieć. Mydełka w kostce zdecydowanie się u mnie sprawdziły. Są bardzo poręczne w użytkowaniu i co ważne - wydajne. Pomimo długich i gęstych włosów mydełka "znikają" bardzo powoli, niezauważalnie dla oczu, choć nie stosuje zasady nadmiernej - restrykcyjnej oszczędności. Kolejne zalety to bardzo ładne zapachy. Delikatne, które uaktywniają się w trakcie mycia włosów. Czuć przede wszystkim naturę, która zapewnia nas, że składy są w pełni bezpieczne i przyjazne środowisku.

Efekt, który w szczególności zwrócił mogą uwagę to zdecydowane odżywienie cebulek włosowych i skóry głowy. Ta pozostaje nieskazitelna - bez jakichkolwiek problemów tzn. podrażnień i wyprysków. Oprócz odżywienia czuć także oczyszczenie, które w hierarchii oferowanych właściwości zajmuje u mnie jedno z czołowych miejsc. Sama świadomość, że skóra doznała potrzebnego oczyszczenia wpływa na mój komfort i samopoczucie.
 Brak uczucia swędzenia i innych nieprzyjemnych dolegliwości to kolejne zalety, a tych jak możecie przeczytać jest bardzo wiele.
Do tego zacnego zestawu dorzucam coś jeszcze - pięknie układające się włosy. Naturalne składy dostarczyły im pełen pakiet dobroczynnych właściwości. Właściwości, które przeniknęły w głąb i strukturę włosa. Dzięki temu włosy są gładkie, śliskie i miękkie - tak po prostu przyjemne w dotyku. Moje pierwsze zetknięcie się z szamponami w kostce z całą pewnością nie będzie ostatnim. Obecnie ku mojej uciesze w dalszym ciągu używam zaprezentowanych szamponów. W kolejce czeka jeszcze kilkanaście innych produktów do włosów, które oferuje mydlarnia. Lecz bez pośpiechu, na spokojnie. Bo kto chciałby rozstawać się z czymś co spełnia nasze oczekiwania, prawda? Zainteresowanych zapraszam pod zakładkę - Do włosów - Mydlarnia "Powrót do natury"


SZAMPON W KOSTCE Z POKRZYWĄ I ŻÓŁTĄ GLINKĄ (KLIK







NATURALNE MYDŁO Z WOSKIEM PSZCZELIM (KLIK


Wśród wszystkich otrzymanych mydełek jednego z nich byłam w szczególności pewna. Pewna, że może w 100% spełnić moje oczekiwania, wymagania i wszystko to co chciałabym uzyskać w trakcie testów. Produkty, które w swoim składzie zawierają wosk pszczeli zaskarbiły sobie moje serce dawno, dawno temu. Ta miłość jest nierozerwalna i trwała. Wosk pszczeli pieści skórę mojej twarzy, daje jej cudownego blasku i nawilżenia. Inna zaleta wosku pszczelego? Pielęgnacja w oparciu o mydło, w którym występuje ten dobroczynny składnik jest bardziej elastyczna i zabezpieczona przed szkodliwymi czynnikami środowiska zewnętrznego.Mydełko jest bardzo delikatne, nie powoduje alergii, moja skóra w pełni je zaakceptowała. 






Niepozorne kostki to ogrom dobroci, uniwersalności - praktycznego zastosowania i skuteczności. Warto docenić ich za minimalizm, prostotę i naturalne, bezpieczne składy. Sprawdzają się zarówno w podróży - nie ma ryzyka wylania, a tym samym pobrudzenia innych zabranych rzeczy. Ich wszechstronne zastosowanie ogranicza także ilość potrzebnych produktów. Nie ma ograniczeń w pielęgnacji opartej na zastosowanie kostek w mydle. Każda pora roku sprzyja by mieć w swoich zbiorach te urocze mydełka. 






NATURALNE MYDŁO RÓŻANE Z CZERWONĄ GLINKĄ (KLIK


To mydełko pokochałam za subtelny różany zapach. Lecz do testów oddałam jej swojej mamie, ze względu na jedną kluczową właściwość, o której zostało wspomniane na stronie - przeciwdziałanie pękaniu naczynek. Choć nie jest to problem o dużym nasileniu, wspólnie postanowiłyśmy jakoś mu zaradzić. Czy mydełko się sprawdziło? W trakcie regularnego stosowaniu wraz z mamą zauważyłyśmy znaczną poprawę. Nieestetycznie wyglądające zmiany na skórze i pojawiające się zaczerwienie w okolicach występowania naczynek wraz z przemywaniem danej powierzchni skóry naturalnym mydełkiem stopniowo zaczęły się wyciszać, a skóra prezentowała się o wiele zdrowiej. Co więcej skóra została odpowiednio oczyszczona, przygotowana na dalsze kroki pielęgnacyjnego rytuału. 






NATURALNE MYDŁO Z OLEJEM ARGANOWYM I MIGDAŁOWYM "CYTRUSOWA ŚWIEŻOŚĆ" (KLIK


Cytrusowa świeżość. Ach, tak już te dwa słowa czynią, że nastawienie do tego mydełka jest takie hm... z nutą świeżego powiewu. Po to mydełko sięgam zazwyczaj po treningu fitness w celu odświeżenia skóry twarzy, pozbawienia jej wszelkich zabrudzeń i toksyn. Wiadomo twarz od wysiłku fizycznego nabiera rumianego kolorytu. Przemycie skóry mydełkiem, którego skład wzbogacono o olejek arganowy i migdałowy wycisza, łagodzi i chroni przed utratą wody z komórek. Mydełko to podstawa pielęgnacyjna aktywnego-sportowego dnia. 






NATURALNE MYDŁO Z RYCYNĄ I MELISĄ (KLIK


Choć w większości mydełek nastawiałam się na właściwości pielęgnacyjne, niestety jedno z nich musiało sobie poradzić z czymś jeszcze - problemem skórnym, który każdego lata i wiosny spędza mi sen z powiek. Choć staram się zadbać o kondycję i piękny wygląd skóry, na pewien czynnik niekoniecznie mam wpływ. Wszelkie robactwo. I o ile komary jeszcze nie ukazały się moim oczom (może to i lepiej, niech tak pozostanie) o tyle meszki już się pojawiły. Każde ugryzienie powoduje, że pojawia się obrzęk, ból i uporczywie swędząca skóra. Przeczekanie nie pomoże... leki przeciwalergiczne. Lecz nim zdecyduje się na ten krok bolesne miejsca staram się przemywać wodą z dodatkiem naturalnego mydełka z rycyną i melisą. Zauważyłam, że zaczerwienienie jest nieco mniejsze, a skóra nie swędzi już tak mocno. Najważniejsze, że właściwości mydełka przynoszą ulgę, a bezpieczny skład nie podrażnia delikatnego naskórka.






NATURALNE MYDŁO Z SOLĄ KŁODAWSKĄ (KLIK)

To mydełko również przetestowała moja mama. Najbardziej ją zainteresowała ilość makroelementów występujących w mydełku. 
Pierwsze wrażenia były jak najbardziej pozytywne. Mydełko przyjemnie współpracuje - delikatnie lecz skutecznie myje, odpręża i ujędrnia skórę. Pielęgnacja w oparciu o ten produkt wyrównuje koloryt skóry, łagodzi wszelkie podrażnienia i inne występujące problemy skórne. Systematyczne sięganie po mydełko z solą kłodawską to dobry wybór.





NATURALNE MYDŁO LNIANE (KLIK)


Ostatnie mydło, które chciałabym Wam dzisiaj zaprezentować to naturalne mydło lniane. Te przetestowałam pod kątem przywrócenia suchej skórze lepszego wyglądu.Wykorzystuje je do przemywania skóry na łokciach i kolanach. Z racji tego, że ćwiczę, często właśnie te dwa obszary są najbardziej narażone na przesuszenia skóry, chyba każda miłośniczka fitnessu wie o czym piszę :D 
Regularna pielęgnacja przybliża mi do upragnionego uelastycznienia. Dodatkowo w trakcie mycia masuję powierzchnię skóry. Masaż przynosi ulgę dodając skórze odpowiedniej miękkości.



Jak prezentują się mydełka i szampony po wyjęciu z opakowania? By rozwiać wszelkie wątpliwości zamieszczam zdjęcia mydełek i szamponu bez opakowań. 
Niektóre z nich mają lekkie zabarwienie w zależności od doboru składników. 
Poruszając jeszcze kwestie techniczne warto dodać, że mydła należy przechowywać w suchym miejscu, w temperaturze od 5 do 25 st. C. W trakcie leżakowania lub użytkowania mydła mogą pojawić się drobne pęknięcia lub zmiany odcienia, co jest zjawiskiem normalnym dla naturalnych mydeł. Zaleca się zużyć w ciągu 24 miesięcy od otwarcia opakowania. Mydło zachowuje swoje doskonałe właściwości również długo po tym terminie, tracąc stopniowo wodę i zmniejszając swoją wagę. 



FACEBOOK - @mydlarniapowrotdonatury


Dobrze kochani zmykam przejrzeć nowości na Waszych blogach. Bardzo dziękuje, że spędziliście to popołudnie razem ze mną zapoznając się z nowym wpisem. Mam nadzieję, że zajrzycie do mnie niebawem. Życzę miłego weekendu. Pa! Pa!



1. Czy w Waszej linii pielęgnacyjnej obecne są szampony i mydła w kostce? Jeśli tak, jakie połączenia składników preferujecie w szczególności? 



czwartek, 6 maja 2021

Wielozadaniowy, multifunkcyjny, uniwersalny... tak po prostu SPRAY...

 Hey!


Dzień dobry kochani! Pierwsze dni maja minęły w zawrotnym tempie. Wszystko co dobre szybko się kończy, mam nadzieje, że wszyscy moi czytelnicy dobrze wykorzystali wolny czas odpoczywając i ładując przysłowiowe akumulatory na pozostałą część miesiąca. 

Czy macie jakieś sprecyzowane plany na maj? Ja przede wszystkim zamierzam wrzucić nieco na luz. Kolejny miesiąc będzie dla mnie o wiele bardziej wymagający pod względem nauki. Sesja, egzamin na studium, robi się nieco poważnie, dlatego też w maju pragnę zaczerpnąć nieco dystansu do wszystkiego co mnie czeka. Balans, to słowo klucz w tym momencie. Choć staram się kroczyć przez życie w pełnej równowadze, niekiedy potrzebuje jej nieco bardziej. Momenty wymagające szczególnego zdyscyplinowania to czas kiedy tak łatwo można się zatracić. Dzień wypełniony obowiązkami, zmartwieniami może stać się zupełnie bezwartościowy kiedy to nie wyodrębnimy chwil wolnych dla siebie, chwil, które możemy poświęcić na pielęgnowanie swoich pasji. Nie mniej jednak nie "zamykam się" na edukację. Myślę, że systematyczną pracą podejdę do wszystkich egzaminów otoczona aurą spokoju i lekkiego podekscytowania. Czuć pewność. Pewność swojej wiedzy i umiejętności to taka "cecha", która niejednokrotnie towarzyszyła mi w życiu. Za nic w świecie nie pogardziłabym tym uczuciem w najbliższym czasie. Co więcej przyjmę je z wielką radością, kiedy to w pozytywnym tego słowa znaczeniu jestem żądna sukcesów. 

Wspominając o balansie... tak, staram się w jakikolwiek sposób każdego dnia poświęcić choć chwilę dla siebie. Niektóre czynności są moją rutyną m.in. codzienna pielęgnacja, aktywność fizyczna w postaci treningu fitness, jazdy na orbitreku czy jogi. Inne czynności-pasje, urozmaicają moje dni od czasu do czasu. Jest to przygotowywanie domowych wypieków czy ogrodnictwo. I choć o swoich pasjach, mogłabym pisać i pisać, to dzisiaj jednak wspomniałam o większości z nich zaledwie pokrótce. Większości, co nie oznacza, że o wszystkich. W dzisiejszym poście na "tapetę" idzie codzienna pielęgnacja. A ściślej to ujmując jeden produkt. Jeżeli jesteście jego ciekawi to nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić Was do dalszej części wpisu. Jestem szczerze zainteresowana jakie wyodrębnicie stanowisko po zapoznaniu się z jego treścią. 


Wpis stanowi kontynuację serii składającej się z czterech systematycznie publikowanych postów. Niebawem pojawi się ostatnia publikacja. By nadrobić zaległości bądź przypomnieć sobie wcześniej zamieszane notki zachęcam zajrzeć pod wskazane odnośniki:

I POST - Aromat, finezja, podróż po krainie smaków - ALOES w roli głównej...  

II POST - Codzienna...

 



ALOES.SKLEP.PL, choć w każdym wpisie staram się zamieścić wzmiankę opisującą funkcjonowanie internetowego sklepu oferującego pełen asortyment produktów oferowanych przez firmę Forever Living Products, wciąż mam nieodparte wrażenie, że jest to zaledwie niewielka część tego, co tak na prawdę skrywa ów strona. Każde "odwiedziny" sprawiają, że coś innego-równie wyjątkowego przyciąga moją uwagę. Niekiedy są to produkty związane z cenioną sobie codzienną pielęgnacją, innym razem produkty pszczele (czujecie to powiązanie z kuchnią? Ahhh, zrobiło się smakowicie!), aż w końcu zaglądam pod zakładkę suplementy diety by być w mniej bądź większym stopniu zaznajomioną z tą dziedziną uzupełnienia codziennej diety. Nie potrzeba wielu słów, by określić jedno - JEST INTERESUJĄCO.

Darmowa dostawa od 100 zł wartości koszyka i płatności z góry

Szczegółowe informacje, ilustrowane dużą ilością zdjęć i regularnie aktualizowane

ZAKUPY - szybkie, łatwe i wygodne. 

Korzystne ceny, terminowe dostawy i wysoki poziom obsługi klienta.

Ceny w sklepie są podane w pełnych złotówkach i bez końcówek typu 89 groszy. Sklep uznał, że szkoda czasu Klientów na testowanie i liczenie przez nich czy to bliżej czy dalej do pełnej złotówki. Ps. Bardzo fajny pomysł, tym bardziej, że tego typu zastosowania tzn. końcówki typu 99 groszy są regularnie stosowanym chwytem marketingowym. W przypadku tego sklepu ów psychologiczna zagrywka nie ma miejsca. I bardzo dobrze, kupujmy bardziej świadomie. 





ALOE FIRSTSPRAY ALOESOWY Z EKSTRAKTAMI Z ZIÓŁ (040) - ALOES.SKLEP.PL

MOJA OPINIA

Tym razem zdecydowałam, że moja opinia pojawi się tak na prawdę na samym początku posta. Sądzę, że jestem Wam w stanie przekazać multum interesujących informacji. Nie mniej jednak jeżeli uznacie, że chcecie wiedzieć jeszcze więcej - do czego oczywiście macie prawo, to zapraszam zajrzeć pod wskazany powyżej odnośnik, który zaprowadzi Wam bezpośrednio na stronę. 
Aloe First firmy Forever Living Products znalazło u mnie natychmiastowe zastosowanie. Pokochałam tę formułę za delikatność i rewelacyjną skuteczność. Już po pierwszej aplikacji można zobaczyć wyraźną różnicę w wyglądzie naszej skóry. Pomimo, że bardzo dbam o jej kondycję, to jednak Aloe First zdziałał jeszcze więcej - DOBREGO. Ta miękkość, ta gładkość i spektakularne nawilżenie - już się nie mogę doczekać ciepłych dni, kiedy to będę mogła zaprezentować jej piękny i co najważniejsze ZDROWY WYGLĄD
Czy testowałam Aloe First bezpośrednio na podrażnienia, zaczerwienienia bądź inne nieprzyjemne dolegliwości?
Tak. Nie muszę sięgać daleko pamięcią, by przypomnieć sobie takie sytuacje. Obszary, które w szczególności potrzebują skoncentrowanej formuły aloesu z ekstraktem z ziół są łokcie i kolana. Dość sporo ćwiczę, niejednokrotnie opierając się na łokciach, czy klękając na kolanach. Te powierzchnie naskórka są zdecydowanie najbardziej narażone na różnego rodzaju podrażnienia. Po spryskaniu zaczerwieniona skóra otrzymuje potrzebne jej ukojenie, a Ja ze spokojem mogę myśleć o kolejnej wyczerpującej dawce preferowanych ćwiczeń. Co więcej, jeżeli na naskórku pojawiają się jakieś zmiany tzn. punktowe zaczerwienienia, to po spryskaniu danej powierzchni ulegają one wyciszeniu i zagojeniu. Aloe First nie dopuszcza do "zaognienia" i przekształcenia drobnych zaczerwień w bolesne krostki bądź stany zapalne. 
Kolejne zastosowanie, o którym nie mogłabym nie wspomnieć to pielęgnacja włosów. Oprócz tradycyjnej odżywki, maski i serum bardzo sobie cenię różnego rodzaju spraye. Bardzo je lubię za szybkie, wygodne aplikowanie. Aloe First DOSTARCZYŁ moim włosom kolejnej dawki odżywczych składników, idealnie łącząc się z zestawem pielęgnacyjnym, który obecnie testuję. Włosy pomimo swojej długości są dość lekkie i proste w ułożeniu (tak, tak rozpuszczone, proste włosy również wymagają odpowiedniego ułożenia by mogły się nienagannie prezentować). Nie plączą się i nie są szorstkie. Myślę, że każdy dzień przybliża mnie do osiągnięcia PERFEKCYJNEGO wyglądu. 
Aloe First używam także bezpośrednio do pielęgnacji skóry głowy. Ważne by odpowiednio odżywić skalp, chroniąc jednocześnie przed wysuszeniem. 
Ostatni wątek, który poruszę to depilacja i spryskanie skóry bezpośrednio po tej czynności. Jeżeli po depilacji Wasza skóra jest podrażniona, bądź potrzebuje zdecydowanego ukojenia, to nie pozostaje mi nic innego jak polecić Aloe First. Gwarantuje, że nie pożałujecie. 

CZY JEST TO PRODUKT GODNY UWAGI?
Tak. Jego uniwersalność zasługuje na szczery podziw. Być może trudno sobie wyobrazić, że istnieje jeden produkt, który można zastosować do tak wielu obszarów, lecz prawda okazuje się właśnie taka - ISTNIEJE I BARDZO DOBRZE SOBIE RADZI. Jego funkcje nie zatracają się jedna w drugiej. Niczym kameleon potrafią się dostosować do pokładanych oczekiwań. Na wielki plus zasługuje nietuzinkowe połączenie - aloesu z ekstraktem z ziół. Doceniajmy naturalne formuły - bo są zdecydowanie NAJLEPSZE!
WYDAJNA FORMUŁA spokojnie starcza na długi, długi czas. Aloe First testuję od ponad miesiąca, nie zużyłam nawet 1/5 zawartości opakowania. Z pewnością wydajność zależna jest od wodnistej konsystencji która sprawia, że już niewielka ilość pokrywa spory obszar ciała. JAK DLA MNIE REWELACJA! 





KLUCZOWE INFORMACJE O PRODUKCIE/ KWESTIE ZAPACHOWE





Kluczowe, lecz nie wszystkie. Nie byłabym sobą nie wyszukując innych ciekawych informacji. W sumie o zaspokojenie wspomnianej ciekawości się rozchodzi. Być może niekiedy jestem za bardzo wnikliwe, ale cóż... taka moja natura. Skoro produkt określiłam mianem wielofunkcyjnym, to wręcz należy przedstawić jego szerokie możliwości zastosowania. A więc znalazłam bardzo wiele takich pielęgnacyjnych rewelacji. Aloe First można stosować także przy drobnych okaleczeniach, oparzeniach (słonecznych, aj... coś mi o tym wiadomo, bardzo nieprzyjemne doświadczenie) oraz otarciach. Jeżeli pragniemy wypielęgnować nim swoje włosy to sprawdzi się jako odzywka, produkt do układania włosów. Ma także właściwości chroniące nasze włosy przed wypadaniem. Działa bakteriobójczo i przeciwgrzybiczo. Może być też stosowany jako tonik do twarzy. Czołowa informacja - MOŻE BYĆ STOSOWANY W KAŻDEJ ŁAZIENCE I APTECZCE. Rzeczywiście te i inne zamieszczone powyżej informacyjne nowinki temu dowodzą.

W tej części chciałabym jeszcze odnieść się do ZAPACHU. Jak dobrze wiemy zapach jest bardzo ważny w przypadku tego typu produktów. Mają one styczność bezpośrednio z nami, z naszą skórą. Jeżeli zapach jest "brzydki" to niekoniecznie chcemy kierować daną formułę w naszą stronę, chociażby nie wiadomo jak dobroczynna by ona nie była. Tutaj chciałabym się odnieść do pewnego produktu, który kiedyś miałam przyjemność stosować. Aplikując go na ciało w dobrej wierze, przez cały dzień musiałam się "męczyć" z towarzyszącym mi zapachem, który przebijał się pomimo stosowania perfum i nieusilnych prób jego zmycia. Był to bodajże krem do golenia. Przygoda z jego testowaniem zakończyła się równie szybko jak i zaczęła. No cóż... pozostało rozczarowanie. Nie zwracałam nawet uwagi na to, czy ów krem coś zdziałał czy nie. Szybko chciałam zapomnieć o nieudanych testach.

Aloe First zapewnia mi komfort, zarówno podczas aplikacji jak i wiele godzin po niej. Piękny, intensywny, orzeźwiający zapach może mi towarzyszyć bez żadnych ograniczeń czasowych. Co ciekawe spryskana skóra czy włosy pachną aloesem, jednakże kiedy zastosujemy perfumy ów zapachy się ze sobą nie kumulują. Każdy z nich w odpowiedni, lecz nienachalny sposób daje wyraz temu, że jest obecny. Aloe First to dobry towarzysz. 




SKŁADNIKI, KTÓRE TWORZĄ TĄ UNIWERSALNĄ FORMUŁĘ





CO JESZCZE POJAWIŁO SIĘ NA ETYKIECIE PRODUKTU? 





WYGLĄD OPAKOWANIA, SPOSÓB APLIKACJI





Coś co przykuło moją uwagę to sposób aplikacji. Blisko pół litrowa butelka wyposażona jest w atomizer ze spryskiwaczem. Choć początkowo bardzo delikatnie podchodziłam co do oceny takiego sposobu aplikacji w trakcie testowania uznałam, że jest to niewątpliwie poręczne rozwiązanie. Sprawdza się zwłaszcza kiedy spryskujemy większe powierzchnie skóry bądź pragniemy wypielęgnować nasze włosy. Jedno naciśnięcie atomizera wydobywa z wewnątrz opakowania dość sporą ilość produktu. Sposób aplikacji w takiej formie sprawdza się również podczas spryskania powierzchni, która zasługuje na szczególną uwagę. Podrażnienia, okaleczenia czy poparzenia - niekoniecznie chcemy je dotykać ze względu na nadwrażliwość naskórka i ochronę przed ewentualnym przenoszeniem bakterii. Spryskują dane okolice omijamy krok nanoszenia za pomocą dłoni dobroczynnej, kojącej formuły. Spray pozwala nam na precyzyjne pokrycie wrażliwego obszaru bez jakiejkolwiek ingerencji rąk. Należy jedynie precyzyjnie skierować atomizer w danym kierunku z zachowaniem odpowiedniej odległości. Proste, prawda? Jednakże nie życzę ani sobie, ani nikomu innemu by testować Aloe First w tym zakresie. Choć oczywiście należało o tym wspomnieć, bo w tym celu również wystosowano tę formułę. 
Jeżeli chodzi jeszcze o samą poręczność opakowania to nie znalazłam żadnych zastrzeżeń. Gramatura produktu jest odpowiednia. Opakowanie jest jest ciężkie, można nim poręcznie operować bez uczucia "zmęczenia." 
Grafika butelki wygląda elegancko. Przeważa biel, urozmaiceniem są dodatki niebieskiego i złota. Matowe opakowanie łatwo utrzymać w czystości. 


ALOE FIRST. SPRAY ALOESOWY Z EKSTRAKTAMI Z ZIÓŁ (040) - ALOES.SKLEP.PL


Jeżeli myślicie o wzbogaceniu swojej kolekcji pielęgnacyjnej o tej multifunkcyjny produkt to mam dla Was coś jeszcze. Wraz z marką wystosowaliśmy 10% rabat na Aloe First. Co zrobić by z niego skorzystać? Przy realizacji zamówienia wystarczy wpisać hasło: natalia10


Kończąc dzisiejszy wpis nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić Was niebawem na ostatnią odsłonę serii, w której królują aloesowe formuły. Cieszę się, że publikowane wpisy są tak szeroko komentowane. Liczę na Waszą aktywność również i tym razem. Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Wam miłego dnia i zapewnić, że zmykam przejrzeć zamieszczane nowości na Waszych blogach. Pa! Pa!


1. Czy zaprezentowany produkt jest Wam znany?

2. Co sądzicie o takim multifunkcyjnych formułach? Sprawdzają się w Waszych domach? A może wolicie jedno, konkretne zastosowanie?

sobota, 1 maja 2021

Welurowy dres w klimatycznej scenerii...

 Hey!


Witam Was kochani w pierwszy dzień maja! Jak tam Wasze nastroje? Świętujecie majóweczkę, a może jest to dla Was dzień jak każdy inny? Ja szczerze mówiąc najbardziej cieszę się z dodatkowego dnia wolnego od nauki - poniedziałek. Sobotę i niedzielę spędzę natomiast tak jak lubię najbardziej - nieco leniuchując, aczkolwiek nie zapominając o mniej i bardziej ważnych obowiązkach. Majówka choć dla wielu z nas kojarzy się z grillem, Ja natomiast kompletnie nie przywiązuje do tego wagi. Kiełbaska z grilla od dawna nie króluje w moim jadłospisie. W jednej natomiast kwestii od lat pozostaje wierna - spacerom i chwilom spędzonym na łonie natury. Co jak co, ale taki relax nie zastąpi nic innego. Być może podczas pierwszych dni maja odpoczynek na łonie natury wydaje się bardziej "wyjątkowy". Coś w tym zdecydowanie jest, byleby tylko sprzyjała pogoda. W tym roku niestety 1 maj powitało pochmurne niebo, oby szara aura nie pozostała z nami na długo. Bo wolne dni nie trwają wiecznie!








W dzisiejszym wpisie chciałabym Was powitać pierwszymi wiosennymi zdjęciami, które wykonałam podczas niedzielnego wyjazdu do miasta Lublin. Z samego Lublina jest zaledwie kilka ujęć, które w sumie odróżniają się od scenerii, która króluje na większości zdjęć. W drodze powrotnej wstąpiłam wspólnie z rodzicami do urokliwego zakątka, które mieści się zaledwie kilka kilometrów od Lubartowa. Jest to wioska licząca kilkuset mieszkańców. Niewielka lecz bardzo urokliwa. W samym jej centrum znajduje się idealne miejsce na odpoczynek, choćby majówkowy. Ja miałam to szczęście, że mogłam zaczerpnąć bliskości łona natury i uroków pięknego miejsca kilka tygodni wcześniej, bo już na samym początku kwietnia. Ranczo Arka, altanki, chodniki, żwirowe nawierzchnie, schodki wraz z barierkami prowadzące do altanek znajdujących się nad brzegiem rzeki Wieprz, ławeczki i ścieżka wokół stawu - brzmi zachęcająco? To dobrze, bo zachęcające hasła mają swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Zdecydowanie polskie wsie mają coraz więcej do zaoferowania. Mądrze poprowadzone inwestycje sprzyjają nie tylko mieszkańcom, lecz zachęcają osoby z zewnątrz do odwiedzenia mniej znanych zakątków. Osobiście uwielbiam takie miejsca, są przede wszystkim bardziej kameralne, mniej tłoczne - o wiele łatwiej było mi zrobić zdjęcia podczas tej wycieczki aniżeli w samym Lublinie. A co najważniejsze mogłam podziwiać naturę, która tego dnia budziła się do życia. Ciepełko, lekki wiatr i promienie słońca. Coś pięknego! 







Choć na zdjęciach widnieje wiele piękna ze świata natury mam nadzieje, że zwróciliście uwagę na moją stylizację. To, że tego dnia zdecydowałam się na sportowy look nie było przypadkowe. Zależało mi przede wszystkim na wygodzie i.... możliwości zrobienia zdjęć w plenerze. Nieco innym, aniżeli dotychczas zamieszczam na swoim blogu. Kiedy już nadarzyła się taka sytuacja, nie wyobrażałam sobie by nie zabrać ze sobą aparatu, tym bardziej, że podróżowałam autem. 
Choć jak na wiosnę przystało stylizacja powinna być barwna i z nutką fantazji, tym razem wybrałam nieco bardziej klasyczne zestawienie. Ostatnio szczerze pokochałam czerń. Czuję, że jest to kolor, w którym mi do twarzy, doceniam jego uniwersalność i klasę. Czarne ubrania są bardzo przyjacielskie tzn. dobranie do nich wyrazistych dodatków nie powinno sprawić nam żadnych problemów. Czerń współgra z całą paletą barw. Jedynym ograniczeniem jest tylko i wyłącznie brak naszej inwencji twórczej bądź brak pomysłu. Być może mój look nieco Was zainspiruje, na czym bardzo mi zależy.
Wspominając o charakterystycznych akcentach nie mogłabym nie napisać o cudaśnych - barwnych skarpetkach. To one w rewelacyjny sposób urozmaicają mój look dodając mu nieco dziecięcej fantazji. 
Całość uzupełniają białe buciki, które stanowią poniekąd przedłużenie ozdobnych taśm bl.
Ojejku pojawiło się tu tyle słów klucz m.in. klasa, uniwersalność, fantazja i moc barwy. No cóż, jeżeli macie wątpliwości czy to połączenie ma prawo bytu, to odpowiedzi nie trzeba poszukiwać wcale tak daleko. Wystarczy spojrzeć na szereg zdjęć, które dowodzą, że tak - to ma prawo się udać i udało. Każdy element stylizacji idealnie ze sobą współgra. 

DAMSKI DRES WELUROWY BL 1105 (KLIK)
Modny welurowy dres ozdobiony taśmą bl. Bardzo wygodny i elegancki komplet damski. Wybierzemy się w nim do pracy i na zakupy.






------------>  PRADLO.PL  <------------
to internetowy sklep z bielizną wiskozową, bawełnianą i modelującą. Niech Was jednak nie zmyli te kilka słów definiujących ów sklep. Jego oferta jest ZDECYDOWANIE BOGATSZA. W końcu zaprezentowany dres stamtąd pochodzi. Co więcej oferta jest skierowana zarówno dla kobiet, mężczyzn i dzieci. Bardzo różnorodnie, lecz w tej różnorodności można znaleźć wiele wspólnego. A jest tym wysoka jakość, klasyczny bądź nowoczesny projekt, idealnie dopasowany krój i nie wygórowane ceny. Osobiście jestem zachwycona!
 Trudno jest skupić swoją uwagę (oczywiście w pozytywnym tych słów znaczeniu) na jednym konkretnym produkcie kiedy internetowy sklep oferuje ich tak wiele. Dla osób, które zawitają na PRADLO.PL po raz pierwszy polecam zarezerwować dłuższą chwilę wolnego czasu by na spokojnie przejrzeć to co najatrakcyjniejsze. Mnie zdradziły już zdjęcia. Od razu "pobiegłam" kursorem klikając na zakładkę - DRESY DAMSKIE BAWEŁNIANE - PRADLO

PRADLO.PL współpracuje z najlepszymi producentami polskich marek, którzy dobierają odpowiednie produkty dla swoich klientów. Sklep stawia na wysoką jakość produktów w perspektywie dbając o zadowolenie klientów. Sklep online mieści się w Biłgoraju, paczki wysyłane są natomiast na teren całego kraju. Warte uwagi są produkty firmy Mewa, Cornette, De Lafense, Julimex, Gatta i wiele innych znanych marek. Kolekcje w internetowym sklepie to duży wybór kolorystyczny, asortymentowy oraz rozmiarowy. 
Wszystkie produkty wprowadzone do PRADLO są przyjazne dla środowiska. Zostały wykonane z najlepszych materiałów i według najnowszych trendów mody. 
Inne, istotne informacje to: możliwość zwrotu pieniędzy, wymiana wewnątrzsklepowa, płatność przy dostawie, bezpłatna dostawa i w 100% bezpieczna płatność. 





DAMSKI DRES WELUROWY BL 1105 (KLIK)

Wyjazd choć długi, to bardzo przyjemnych. Podczas spacerów i jazdy samochodem czułam się bardziej wygodnie i komfortowo. Ubiór podczas takich wycieczek jest bardzo ważny. Jakiekolwiek uczucie dyskomfortu jest w stanie zniszczyć bądź skutecznie utrudnić tego typu wycieczki. 
Jednakże w przypadku welurowego dresu nie ma mowy o nieprzyjemnościach. Krój i ułożenie dresów sprawia, ze dres nigdzie się nie ściąga i nie uwiera. 
Dresowy komplet nie tylko wygląda, ale także rewelacyjnie się nosi. Miękki, delikatny i lekki materiał idealnie układa się na ciele, niczym "druga skóra". 

Dres dostępny jest w czterech atrakcyjnych kolorach: beż, czerń, zieleń i fiolet. 


Dzisiejszej stylizacji bliżej do sportowego look'u. Co zrobić by nadać jej zdecydowanie innego charakteru - bardziej eleganckiego? Założyć klasyczne czarne szpilki! Zdecydowanie taki look jest w zasięgu mojej ręki. Szpilki już czekają, dres jest w pełnej gotowości do kolejnej "podróżniczej wycieczki". Już się nie mogę doczekać kiedy zdecyduje się na uwiecznienie takiego zestawienia! 


Dobrze moi mili! Zmykam śledzić sportowe zmagania - tych w dzisiejszy sobotni wieczór jest bardzo wiele! :) Pa! Pa!