piątek, 7 grudnia 2018

Śmieszne...

Hey!


Kiedy wszystkim uczniom przyszło zmierzyć się ze szkolnymi obowiązkami, Ja zrobiłam sobie kilka dni wolnego. W głównej mierze wpływają na to poranne godziny jazd. Chciałabym jak najszybciej zdobyć prawo jazdy by już w pełni cieszyć się niezależnością. Przed rozpoczęciem wykładów myślałam, że pogodzenie wszystkiego ze sobą w jedną, idealnie współgrająca całość przysporzy mi nie lada zagwozdkę. Obawy to tylko bądź aż nasze chwilowe zwątpienie, bo wystarczy tylko przemyślanie rozdysponować czasem. Będąc na końcu swojej kursanckiej przygody zdałam sobie sprawę, że chyba jestem stworzona do życia w ciągłym biegu i niekiedy już do machinalnego wykonywania codziennych obowiązków. To dobry krok w przyszłość kiedy rozpocznę studia i pracę. Na razie może tego tak nie dostrzegam, ale to tylko kwestia czasu, który jak wiadomo upływa w zatrważającym tempie.
A właśnie, jeżeli mowa o czasie... Do świąt pozostało już na prawdę niewiele. Powoli wprowadzam się nastrój z ulubioną świąteczną playlistą, a w przyszłym tygodniu pomyślę o dekoracji pokoju. Bez wątpienia potrzebuje wyjątkowej celebracji czasu i kilka chwil na niezobowiązujące refleksje. Bo święta to nie tylko czas szaleństw, ale i doskonały czas na zaznanie wewnętrznego spokoju i wyciszenia. Od lat praktykowana metoda pozwala mi wkroczyć w nowy rok ze świeżą głową, dużą dawką motywacji i chęcią do stawiania sobie kolejnych życiowych celów. Nowy Rok, Nowa Ja? Nieee... Nowy Rok, Stara Ja, z kolejnym bagażem życiowych doświadczeń. Bo pamiętajcie kochani to one nas kształtują! 


Dzisiejsza notka to także możliwość zaprezentowania Wam moich nowych etui. Niedawno otrzymałam szansę zaprojektowania cases na stronie funnycase.pl
Takie strony umożliwiają nam stworzenie w pełni przemyślanego i co najważniejsze naszego, własnego projektu. Wszystko zależy tylko i wyłącznie od naszej wyobraźni, pierwotnego zamysłu i chęci zabawy. 

Gdy chęci są, ale pomysłów brak nie warto się zrażać tylko zasięgnąć inspiracji. Takich na stronie jest bardzo, ale to bardzo dużo. W galerii wzorów znajduje się ponad jedenaście tysięcy gotowych już grafik uszeregowanych zgodnie z 80 działami tematycznymi/ kolekcjami. Fani sportu, błysku, kobiecej delikatności, emoji, kwiatów i najnowszych hitów z pewnością znajdą coś dla siebie.

Pierwotnie moje myśli krążyły w kierunku własnego projektu, jednakże przeglądając gotowce tak się nimi zauroczyłam, że postanowiłam zmienić swoje założenia. W tamtym momencie największym i jedynym problemem okazało się, na który motyw się zdecydować. 
Z jednej strony dumałam o prostocie i totalnej klasyce, z drugiej pragnęłam ubrać mój telefon w coś totalnie szałowego, przyciągającego wzrok.


Jeżeli jesteście ciekawi jakie etui do mnie trafiło zapraszam do zapoznania się ze zdjęciami! 





Jak wiadomo odpowiednia reklama i sposób przekazania oferowanych treści w dzisiejszych czasach jest bardzo ważne. Mówi się nawet o połowie sukcesu.
Marki wychodzą na przeciw swoim klientom udzielając się w sieci i zakładając konta na najpopularniejszych witrynach. W przypadku funnycase z widocznym sukcesem. 16 lat doświadczenia i rozpoznawalność na rynku europejskim mówi sama za siebie. W ofercie znajdziemy etui nie tylko na najpopularniejsze modele, ale i dla posiadaczy tych rzadziej spotykanych.


DLA CZYTELNIKÓW NA HASŁO: lublins MAM KOD RABATOWY - 20% NA ETUI Z KREATORA 





Wykonanie projektu jest dziecinie proste wystarczy wybrać producenta i model. Reszta to kwestia wizualna. Wzór tak jak już pisałam możemy wybrać z dostępnych gotowców, ale i z naszej galerii zdjęć, Facebooka i Instagrama. Każdy obraz można udoskonalić poprzez nadanie efektów (wyostrzenia, sepii, inwersji, biało-czarny i rozmycia), tekstu i tła.

Osoby niezdecydowane na jeden obraz mogą pokusić się o stworzenie kolażu w kilku, dostępnych układach. 




Etui to idealna forma ochrony naszego telefonu w połączeniu z najwyższą jakością. W grudniu minął 2 rok odkąd mam swojego Huaweia. Oprócz lekkich wytarć nie zauważyłam innych, widocznych uszkodzeń. I to jest dla mnie priorytet. By zachować nienaganny wygląd swojego telefonu.

 Cases jest w pełni kompatybilne z obudową telefonu. 
Tworzywo z jakiego zostały wykonane jest lekkie, giętkie, a zarazem mocne. Za sprawą takich cech mam pewność, że pokrowce posłużą mi na lata. 
Nadruk w pełni zgadza się z tym co jest zaprezentowane na stronie. O rozczarowaniu i niedosycie możecie zapomnieć! 
Pomimo, że jestem w szczególności przywiązana do jednego ze swoich etui na pewno będę sięgać po te zaprojektowane. 



Tymczasem kochani zmykam zajrzeć na Wasze blogi :) Wolny czas warto wykorzystać na chwilę przyjemności przy blogerskiej lekturze. Pa! Pa!



1. Jak celebrujecie przed świąteczny czas?
2. Znaliście internetową stronę funnycase?
3. W jakim stylu pokusilibyście się o projekt wymarzonego etui?


poniedziałek, 3 grudnia 2018

W czterech krokach...

Hey!


Moje uwielbienie do kosmetyków nadal jest na tyle silne, by w dalszym ciągu sięgać po wchodzące na rynek nowości. Spostrzegawczy czytelnicy zapewne zauważyli moją fascynację, od której nie zamierzam odchodzić. Codziennie się zadziwiam łącząc kolory i stawiając na oryginalne formuły. Na przestrzeni lat mój makijaż ewoluował, a Ja sama zrobiłam siedmiomilowy krok w kierunku doskonalenia swoich umiejętności. Moja przygoda zaczęła się pod koniec 6 klasy podstawówki, kiedy po raz pierwszy sięgnęłam po korektor, kredkę i tusz. Później w czasach gimnazjum - kiedy makijaż był niedozwolony odstąpiłam od kosmetyków. Na tamten moment nie odczuwałam potrzeby malowania się. Na takie czynności zazwyczaj pozwalałam sobie w niedziele, w domowym zgiełku.

Tak po kilku latach, obecnie możecie podziwiać efekty mojej pracy. Na to, co dzisiaj prezentuje nie pracowałam dniami, czy miesiącami, to długi, długi czas, gdzie duże znaczenie miały metody prób i błędów. Niejednokrotnie zdarzało mi się coś wiele razy poprawiać. Sztuką było tylko zachowanie cierpliwości i czystości umysłu - co w moim przypadku jest nie lada wyzwaniem. 

Makijaż to nie tylko nasze działanie, ale i kosmetyki, dzięki którym możemy go stworzyć. 
Z marką Revers Cosmetics miałam już przyjemność 2 bądź 3-krotnie się zmierzyć. Wszystkie dotychczasowe testy uznaje za udane, ale od razu nasuwa mi się najważniejsze pytanie dzisiejszej notki - jak będzie w tym przypadku? Tego dowiedzie się czytając treść posta, na którego serdecznie zapraszam!






CIENIE DO POWIEK - NEW CITY TRENDS, PROFESSIONAL EYESHADOW (KLIK)



Z 8 dostępnych wariantów ostatecznie zdecydowałam się na paletkę o numerze 03. Dopiero teraz, spostrzegłam, że jest o wiele, więcej wariantów kolorystycznych - w trakcie dokonywania wyboru widziałam zaledwie 4. Moja mała nieuwaga, a w ręce wpadłaby być może inna paletka. Teraz przeglądając gamę zainspirowałam się numerem 07.
Wytrwali czytelnicy wiedzą, że lubuje się w różach, fioletach, ale i w brązach, złotach, szarościach i beżach. 
Może z jednej strony moja szybkość wyszła mi na dobre - kolejna paletkach w fioletach byłaby zbędna. 
Nie mniej jednak ta zaprezentowana poniżej to skarbnica cudownych barw odpowiadających w 100% moim gustom i preferencjom. 
Nim otrzymałam paczuszkę byłam bardzo ciekawa pigmentacji cieni. Po licznych makijaży nasycenie cieni oceniam na 5+
Producent wspomina o bezproblemowej aplikacji, co za tym idzie łatwości w roztarciu. W tej kwestii bez wątpienia trzeba przyznać mu rację.
Trwałość cieni pomimo początkowych obaw jest na prawdę zadowalająca. Matowe, satynowe oraz metaliczne cienie to duże pole do popisu, gdzie możemy stworzyć zarówno makijaż dzienny jak i wieczory. 
Paletka dodatkowo jest wyposażona o pacynkę, która ułatwi nam poprawki makijażu w tzw. biegu
Nie zawsze mamy możliwość sięgnięcia po pędzelek, dlatego jest to na prawdę przemyślane rozwiązanie.



LAKIER DO UST SHOW GLOW (KLIK)



Kiedy pozbierałam się z decyzją odnośnie wyboru paletki, na mojej drodze stanęło kolejne wyzwanie, czyli decyzja, który z odcieni lakieru do ust trafi do mnie. Z 6 przepięknych możliwości przyszło mi wybrać jeden . Jeżeli jesteście ciekawi pozostałych to z wielką chęcią zapraszam na stronę, do której odnośnik zamieściłam powyżej.

Lakier posiada aplikator w postaci pędzelka. Nie będę ukrywać, że taka forma nakładanie produktów na usta jest dla mnie czystą przyjemnością.

Innowacyjny lakier do ust to połączenie trwałych pigmentów z głębią kolorów szminki z metalicznym efektem GLOW. Trzeba wspomnieć, że taki makijaż jest obecnie gorącym, popularnym trendem. 
W moim przypadku odcień ust jest zależny od makijażu oczu. W momencie kiedy makijaż jest w ciepłych, stonowanych kolorach zazwyczaj sięgam po maty, w przypadku efektownego błysku i młodzieńczego szaleństwa nie boję się błyszczących, metalicznych ust. Taki efekt mogę uzyskać dzięki pigmentom, które się mienią i odbijają światło. 
Lakiery o takich formułach sprawiają, że nasze usta wydają się pełniejsze i większe.

Wybrany odcień - 21 w zupełności pokrywa się z przedstawioną grafiką na stronie producenta. Śmiało możecie się sugerować zdjęciami, bez jakichkolwiek wątpliwości, że otrzymacie zupełnie inną wersję. 

Na końcu wspomnę o trwałości - 2/3 godziny to w zupełności zrozumiały czas dla tego typu produktów. Zresztą nie oczekiwałam niczego więcej.




PODKŁAD IDEAL COVER (KLIK)



Z dostępnych wersji IDEAL COVER, IDEAL LIFT, IDEAL MATT - to właśnie pierwszy pragnęłam przetestować najbardziej. Ostatnio odstąpiłam od matowych podkładów zafascynowana efektem rozświetlenia i "mokrej twarzy". Jeżeli chodzi o IDEAL LIFT - to liftingująca wersja dla cery dojrzałej.
IDEAL COVER - wdaje mi się idealnym dla mnie i mojej cery. Co ważne, jest on na tyle uniwersalny, że może go stosować posiadaczka każdej cery. Podkład pomimo silnie kryjącej formuły nie obciąża cery, nie daje poczucia maski i nie tworzy trupiej twarzy. Kremowa, lekka formuły z łatwością radzi sobie z niedoskonałościami skóry, bliznami potrądzikowymi, znamionami, przebarwieniami, oraz widocznymi naczynkami i rozszerzonymi porami. 
Duża zaletą jest formuła wzbogacona o filtr SPF. Takie informacja od razu daje nam do zrozumienia, że nie musimy nakładać specjalnie przystosowanych do tego kremów. 
Trwałość podkładu według producenta to 16 godzin, po zweryfikowaniu ukróciłabym ten czas przynajmniej o 4. Rzadko zdarza mi się utrzymywać makijaż przez okrągłe 16 godzin, zresztą nawet przy takich formułach musimy się liczyć z dotknięciami rękoma do twarzy i obtarciami odzieżą. 



PUDER ROZŚWIETLAJĄCY STROBE & GLOW HIGHLIGHTER (KLIK)




Konturowanie przez rozświetlenie to główna myśl stworzonego pudru. To właśnie ten produkt chciałam opisać jako ostatni. Można by rzec zostawiając najlepsze na koniec. Już po pierwszych testach wiedziałam, że produkt będzie stanowił stały punkt mojego makijażu. Z wersji 1-UNICORN, 2-ETERNAL, 3-CHAMPAGNE, 4-HARMONY, zdecydowałam się na pierwszą wersję utrzymaną w typowo białym odcieniu z mieniącymi się różowymi drobinkami. 
Strobe & glow to sposób na rozświetloną cerę, gdzie zależy nad na podkreśleniu świeżości, i w pełni wypoczętego wizerunku. Jeżeli pragniemy zabłysnąć, to bez obaw powinniśmy sięgnąć po puder rozświetlający, który uwydatni kości policzkowe, kąciki oczu, łuk brwiowy, nos i łuk kupidyna. 
Puder idealnie komponuje się z podkładem, nie zmieniając jego koloru, nie pozostawiając smug, ani przebarwień. 
Wybór najjaśniejszego odcienia nie był przypadkowy - jako posiadaczka jasnej karnacji byłam wręcz do tego zmuszona. 
Rozświetlenia kiedyś było dla mnie zbędne, obecnie nie wyobrażam sobie makijażu bez konturowania, które nadaje naszej twarzy pięknego, żywego podkreślenia.




ZAPRASZAM - REVERS COSMETICS




Tymczasem kochani zmykam przejrzeć nowości na Waszych blogach! Nie będę ukrywać, że jestem bardzo ciekawa Waszych najnowszych publikacji :) Pa! Pa!



1. Które z zaprezentowanych kosmetyków mieliście okazje przetestować? Wasze spostrzeżenia.
2. Rozświetlenie czy matowe formuły? Czego jesteście zwolennikami?


czwartek, 29 listopada 2018

Z charakterem...

Hey!



Mogę się Wam już pochwalić, że próbne matury mam za sobą. Był to dla mnie dość ważny czas. Głównie chodziło o sprawdzenie własnych umiejętności. Obecnie nie pozostaje mi nic innego jak czekać do lutego na kolejne, a zarazem ostatnie próbne matury by w maju zmierzyć się już z nimi już na serio.

Od czasu kiedy rozpoczęłam wykłady, a kolejno jazdy związane z prawkiem ilość wolnego czasu znacznie się zmniejszyła. Kilka godzin wyjętych z dnia nie zobowiązuje mnie do zrezygnowania z nauki, ćwiczeń czy choćby zerknięcia na bloga. Nadal mam kontrolę nad wszystkimi obowiązkami i  pasjami. Szkoda tylko, że w tych codziennych zawirowaniach brakuje czasu na najzwyczajniejszy w świecie odpoczynek. Ehhh, z utęsknieniem czekam na choćby kilka dni wolnego, by zregenerować siły i nabrać powakacyjnego wigoru. 


W weekendy zawsze staram się nadrobić blogerskie zaległości. Niekiedy mam chęć napisać coś do Was na tygodniu, ale automatycznie moje plany spływają po panewce, a to za sprawą braku zdjęć. Tym razem mam zrobionych kilka sesji na zapas, i uwaga nie zawaham się ich użyć! he he


W dzisiejszym poście w szczególności skupimy się na moich nowych butach. 
Pochodzą one z internetowego sklepu - GEMRE

Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że to nie jest mój pierwszy model. Obecnie w mojej kolekcji znajdują się już jedne buciki owej marki, które mogliście zobaczyć w poście - MOJA NOWA MIŁOŚĆ...










CZARNE BOTKI NA SŁUPKU Z ĆWIEKAMI (KLIK)



Z perspektywy czasu dziwię się sobie, że miałam jakiekolwiek wątpliwości by po nie sięgnąć. Wertując stronę i przeglądając ofertę od razu wiedziałam, że moje poszukiwania zawędrują w kierunku czarnych botków na słupku. Pragnęłabym by to właśnie takie buty uzupełniły moje zbiory. Czym były spowodowane moje obawy? Przede wszystkim zdobieniami obuwia. O ile boczne ścięte ćwieki i oblamówki u góry nie stanowiły dla mnie żadnego problemu, o tyle podkreślone, charakterne czuby wywołały we mnie chwile zawahania. Zastanawiałam się gdzie mogłabym założyć takie obuwie nie budząc kontrowersji.


Tak jak wspomniałam na początku to była tylko bądź aż niewielka konsternacja. Po otrzymaniu obuwia i założeniu go na nogę wątpliwości zostały zastąpione radością i uciechą z dokonanego zamówienia. 
Moje stylizacje to nie tylko powielone, klasyczne schematy, ale i liczne eksperymenty i zabawa modą. 
Świat w tej kwestii podąża w zawrotnym tempie, co osobiście bardzo mi się podoba. I pomimo tego, że czasami nie jesteśmy w stanie ogarnąć ilości wchodzących trendów, to warto spostrzec, że zawsze coś do nas dociera, inspirując, wywołując emocje i własne spostrzeżenia. 
W moim otoczeniu z tym bywa różnie. Ludzie boją się wyrazić siebie i swój styl. Zamknięci pod kloszem z obawą "co ludzie powiedzą" tkwią tak przez najpiękniejsze lata swojego życia. 
Ja już dawno wyrwałam się z tak obłudnego zjawiska. Przenoszę inspiracje do swoich zestawień bez jakichkolwiek obaw. 
Opinie innych? Tylko najbliższych mi osób! Warto nabrać wiele, wiele dystansu i żyć w zgodzie ze sobą i swoimi przekonaniami.


Z takim właśnie nastawieniem z dumą zakładam wybrane botki. To one sprawiają, że cała stylizacja nabiera charakteru, wyjątkowości i zadziornego pazura. Buty z osobna prezentują się mega odważnie, natomiast w stylizacji ćwieki nie rzucają się aż tak bardzo w oczy. Nie zostają one stłumione tylko delikatnie wyciszone. 
Ich krój automatycznie wydłuża nogę, wyszczuplając sylwetkę. Pomimo ich grubej podeszwy i masywności but nie sprawia, że czujmy ciężkości podczas noszenia. Przednia podeszwa wykonana jest z miękkiego tworzywa. Wielkim plusem jest fakt, że buty nie ślizgają się i są stabilne. Delikatne ocieplenia klasyfikuje botki jako buty na późną jesień-wczesną zimę. 
Całkowita wysokość butów to 25 cm,  przy czym obcas to 12 cm.


Przeglądając blogi i inne media społecznościowe zauważyłam, że kobiety chętnie sięgają po zaprezentowanych model. To utwierdziło mnie w przekonaniu, że posiadanie ich w swoich zbiorach jest tylko formalnością. 


!!!MOJA NOWA MIŁOŚĆ 2!!!








 ZAPRASZAM - GEMRE


(NOWA KOLEKCJA - JESIEŃ/ZIMA)


ATRAKCYJNE CENY - SETKI MOŻLIWOŚCI!






Tymczasem kochani zmykam do książek! :) Przyszły tydzień powita mnie dużą ilością sprawdzianów i kartkówek. Próbuje pochłonąć jak najwięcej treści w trakcie tygodnia by weekend był totalnym odpoczynkiem. Tylko wtedy jestem w stanie dać z siebie wszystko i uzyskać satysfakcjonujące wyniki. Pa! Pa!




1. Czy zapoznaliście się z ofertą sklepu GEMRE?
2. Jak postrzegacie podejście społeczeństwa do nietuzinkowych, oryginalnych trendów? Sugerujecie się opinią innych tworząc własne zestawienia?
3. Czy moje buty podobnie jak mi zawładnęły Waszym sercem?



sobota, 24 listopada 2018

Obuwie w nowej odsłonie...

Hey!


Witam Was kochani w ostatnie sobotnie, listopadowe południe. Jestem zdumiona jak szybko leci ten czas, niedawno co żegnaliśmy się z październikiem, a tu już wkraczamy w mój ulubiony-świąteczny okres. Powoli czuć już magię świąt w powietrzu. I pomimo, że na razie próbuje całkowicie odsunąć się od tej nagonki to i tak czasami docierają do mnie jakieś jej skrawki. Co roku wspominam, że nie lubię zbyt wczesnego świętowania, bo to zdecydowanie osłabia atmosferę i wyjątkowość świąt. Od czasu, kiedy mieszkam w internacie i nie oglądam telewizji w tej kwestii dużo się zmieniło. Bo jak wiadomo to media i chęć komercyjnych zysków odgrywa największą rolę w burzeniu radosnego oczekiwania. 


Z jednej strony szybkość upływającego czasu jest niekoniecznie dobra, z drugiej nawet po cichu się cieszę. Chciałabym zakończyć pewne etapy w swoim życiu przechodząc do kolejnych wyzwań i życiowych celów. Obecnie cały czas ciąży na mnie widmo zbliżających się matur. Od czwartku przyszło mi się zmierzyć z polskim, następnie matematyką by w poniedziałek i wtorek napisać język rosyjski i geografię. Takie próbne matury to najlepsza forma sprawdzenia swoich dotychczasowych osiągnięć i nabytej wiedzy. Już po pierwszym dniu zmagań uświadomiłam sobie, że w kwestii przygotowań do matury z języka polskiego nie poświęcę zbyt wiele czasu. By zdać na satysfakcjonujący mnie wynik powtórzę niezbędne lektury i z uśmiechem na twarzy otworzę maturalny arkusz. Odnośnie matematyki moje spostrzeżenia są troszkę bogatsze. Wiem z czym na tym etapie mam problem i co jest niezbędne do wnikliwego przejrzenia. Doceniłam także w sobie konsekwencje w nauce - wiele zadań nie stanowiło dla mnie żadnego problemu, a to za sprawą wielogodzinnych wieczorów spędzonych w towarzystwie podręcznika i zadanek.
Świadomość tego, że jest to dla mnie dotychczasowo najważniejszy sprawdzian powoli zastępuje zdrowym rozsądkiem i dystansem. Ciut optymizmu nikomu nie zaszkodzi, chyba, że wyraźnie tracimy nad tym kontrolę. 



Przechodząc do meritum dzisiejszej notki chciałabym zaprezentować moje nowe ozdoby. Cieszy mnie fakt, że mogę coraz częściej poznawać nowe bądź dopiero wchodzące na rynek marki. Tak samo jest w przypadku internetowej strony - COQUET


KLIPSY, SPINKI, OZDOBY DO BUTÓW, A TAKŻE POZOSTAŁE AKCESORIA (MUCHY, BROSZKI, OZDOBY DO WŁOSÓW) - TO WSZYSTKO ZNAJDZIECIE W OFERCIE MARKI





Wybrane ozdoby otrzymujemy zapakowane w tekturowe pudełeczko z widocznym logo. Pakunek został wzbogacony o różową, przewiązaną kokardkę, która dodaje uroku i świadczy o profesjonalnym podejściu do klientów. Dbałość o szczegóły to podstawa, prawda?
Do pudełeczka dołączona jest reklama marki i zachęta do dołączenia na Instagramie. Marka rozpowszechnia tam swoje propozycje wykorzystania ozdób. Poszukiwanie inspiracji rozbudza nie tylko naszą wyobraźnie, ale i skłania do tworzenia własnych, oryginalnych zestawień.







Strona to skarbnica przenajróżniejszych motywów, wzorów i kształtów. Gdyby nie moje stanowcza decyzja i określona już gama kolorystyczna/ wzór ilość poświęconego czasu na wybór wydłużyłaby się zapewne kilkukrotnie. 
Wiedziałam, że moje poszukiwania będą oscylować wśród klasyki i prostoty z odrobiną młodzieżowej wariacji.
Każdy z wybranych klipsów oczami wyobraźni zestawiałam z moimi butami. Od razu wiedziałam, że nie będę kombinować. Bo wybór ozdoby, której nie miałabym nawet jak zaprezentować nie byłby dobrym posunięciem.


W dzisiejszym poście wszystkie ozdoby zestawiłam na klasycznych, czarnych szpilkach. Chciałam by buty stanowiły bazę, a nie punkt odniesienia. 

Na pełne korzystanie z ozdób przyjdzie jeszcze czas. Muszę się uzbroić w cierpliwość i najzwyczajniej w świecie poczekać na wiosenne, ciepłe dni. 

Jedno jest pewne, takie akcesoria to bez wątpienia świetne urozmaicenie niekiedy zwykłego obuwia. 
Wystarczy dodatek w postaci klipsów by nadać naszemu lookowi troszkę charakteru bądź upragnionej słodyczy. 

Jedne buty - setki możliwości!




KOKARDKI 3D LOVELY/ JEANS (KLIK)



Ozdoby mocowane są na specjalnie zaprojektowanym klipsie do obuwia, który świetnie się trzyma, jest bezpieczny dla stopy i buta i nie przeszkadza w chodzeniu. 

W przypadku kokardek zostały one ręcznie wykonane z wysokiej jakości materiału. Środek czarnych kokardek został ozdobiony pięknie połyskującym paskiem brokatu. Jest to specjalny rodzaj brokatu, o grubszej strukturze i i dużych "oczkach", dzięki temu jest niezwykle efektowny.
Ozdoby są dodatkowo usztywnione - zachowując piękny kształt przez cały czas. 

Pompony to podążanie za trendami! Modne i wyjątkowe - całkowicie odmieniają look. Bawiąc się kolorami, możemy łączyć pompony w dowolny sposób.

Pamiętajcie kochani o zbliżającym się Sylwestrze, poszukując czegoś szałowego bez wątpienia sięgnijcie po pompony.



PARTY TIME/ BLACK 2 (KLIK)



POMPONY/ BURGUND (KLIK)




ZAPRASZAM - COQUET


FACEBOOK - COQUET.ART


INSTAGRAM - coquet_




Tymczasem zmykam przejrzeć nowości na Waszych blogach! Pa! Pa!




1. A jak z Waszymi maturami? Czy ten etap macie już za sobą, a może podobnie jak mi dopiero przyjdzie Wam się z nimi zmierzyć?
2. Czy znaliście internetowy sklep - COQUET?
3. Co sądzicie o takiej formie ozdób?



poniedziałek, 19 listopada 2018

Przenieśmy się do Azji...

Hey!


Ostatnio na moim blogu aż roi się od kosmetycznych postów. Taki nadmiar to efekt licznych podjętych współprac, gdzie dostaje coraz to ciekawsze produkty do testów. 
Jak dobrze, że w domu jest jeszcze jedna kobieta - moja mama, która co nieco odciąża zarówno mnie jak i moją skórę. Zresztą czasami w paczkach znajdują się tylko i wyłącznie produkty przystosowane do pielęgnacji cery dojrzałej. 
Obecnie moja gama kosmetyków do codziennej pielęgnacji jest bardzo rozbudowana i bardzo rygorystycznie podchodzę do włączania kolejnych do tego jakże bogatego zestawienia. Mogliście już o tym niejednokrotnie na moim blogu przeczytać, kiedy to jasno zaznaczyłam, który z produktów stał się moim ulubieńcem - istną perełką. 



Pielęgnacja oparta na kosmetykach pochodzących z Azji jest mi dość odległa, a same doświadczenia  pobieżne.
Jak wiadomo Azjatki inspirują kobiety na całym świecie. Stan ich cery pozytywnie zadziwia, wzbudzając podziw, a niekiedy może i cichą, niezobowiązującą zazdrość. Fakt jest tylko jeden, ich dbałość o każdy detal i skrawek skóry przekłada się na wygląd i końcowy rezultat. Od jakiegoś czasu pragnę by zaciekawienie przerodziło się w przeprowadzone testy. Chęć poznania się z nowymi formułami jest zbyt silna! 


Sama w wirze codziennych obowiązków nawet pomimo najszczerszych chęci nie byłabym zdolna skupić się na tak czasochłonnej pielęgnacji jak kobiety wschodu. Jednakże pomimo ograniczonej ilości czasu staram się choć po trochu zadbać o cerę by jak najdłużej zachować zdrowy, świeży wygląd. 


Jeżeli jesteście ciekawi jakie formuły przyszło mi i mojej mamie przetestować to zapraszam na dalszą część notki. Liczę, że treść zainspiruje Was do własnych poszukiwań i ostrożnych eksperymentów z nieznanymi kosmetykami!




Phytochemical Skin Supplement Sheet Mask (Laycophene/ Peeling Tone Up) (KLIK)


Phytochemical Skin Supplement Sheet Mask (Isoflavone/ Deep Moisture) (KLIK)



Maseczki w płachcie wymagają od nas poświecenia dłuższej chwili. Do takiej formy pielęgnacji zachęcam wieczorem, kiedy możemy już na spokojnie skupić się tylko i wyłącznie na sobie. Czas pielęgnacji to 15-20 minut. Chyba każda z nas jest w stanie wyodrębnić te kilkanaście minut dla siebie, prawda? 

Maseczki są do jednorazowego użytku, co ważne - przebadane dermatologicznie (płachta wykonana z mikrofibry nie podrażnia skóry), nie wymagają spłukiwania. Nadmiar esencji zaleca się delikatnie wklepać w skórę. Wskazówka - stosować 2-3 razy w tygodniu. 
Zawierają fitochemikalia, aktywne składniki pozyskiwane z roślin i warzyw bogate w węglowodany, tłuszcze, białka, witaminy i minerały. Większość z nich odgrywa funkcję przeciwutleniaczy, które zapobiegają działaniu wolnych rodników. 


Maseczka w czerwonej płachcie zawiera likopen pozyskiwany z pomidorów i oraz czerwonych owoców (żurawina, granat) 
Usuwa martwy naskórek, oczyszcza i wyrównuje koloryt.
Cieszę się, że to właśnie ta wersja znalazła się w przesyłce. Uwielbiam produkty o właściwościach peelingujących. Niestety po jednorazowych testach nie jestem w stanie określić wszystkich podanych właściwości - myślę, że musiałabym przynajmniej dwu bądź trzykrotnie poddać się takiej relaxującej pielęgnacji. 
Na pewno po zdjęciu maseczki i wklepaniu nadmiaru esencji odczułam oczyszczenie. To dla mnie jedna z priorytetowych właściwości. 
Z martwym naskórkiem nie mam już tak wielkich problemów, jak przed laty. Zwłaszcza o tej porze. Jednakże jakieś drobne suche skórki zostały usunięte - co wpływa na w pełni szczerą, pozytywną ocenę.


Maseczka w białej płachcie zawiera izoflawony pozyskiwane z mleka, soi i fasoli. 
Dogłębnie nawilża skórę, rozświetla oraz zapobiega utracie wilgotności. 
W dzisiejszym poście w głównej mierze skupię się na oczyszczeniu. Chciałabym zapromować także inną maseczkę z serii Phytochemical, która w odróżnieniu od swojej poprzedniczki ma za zadanie nawilżyć naszą skórę. A propo, na oczyszczeniu moja wieczorna bądź poranna pielęgnacja się nie kończy. By efekty przybrały na sile warto nałożyć co ochroni - dając 100% poczucie bezpieczeństwa.
Taka forma maseczki i tworzące je właściwości przypadła mi do gustu. Czuć spooooorą dawkę nawilżenia - jednakże nie jest to "chamskie i niekomfortowe" nawilżenie. Wszystko nie wybiega poza naszą sferę komfortu.
Pozytywnie prawda? Jeszcze przed testami wiedziałam, że tak będzie. 

Kiedyś nie byłabym w stanie sobie wyobrazić, że jedna kuracja byłaby w stanie rozświetlić moją cerę. Do czasu kiedy nie sięgnęłam po maskę - to jest możliwe. Jeżeli mi nie wierzycie, przekonajcie się na własnej skórze!


W oczy od razu rzuca się przepiękny, czytelny design maseczek.
Coraz częściej zastanawiamy się nad świątecznymi prezentami - śmiało możecie wrzucić 


Bee Pollen Renew Sheet Mask (KLIK)



Opatentowana płachta maseczki została wykonana z włókna bambusowego, które na dłużej zachowuje wilgoć. Formuła wolna od TEA, oleju mineralnego oraz pigmentów syntetycznych.


Kolejna z maseczek oparta jest na 43% zawartości wosku pszczelego. 
Nawilża, rewitalizuje, odżywia i łagodzi podrażnienia.
Oczywiście by odnieść się zarówno do właściwości poprzedniej zrecenzjowanej maseczki jak i tej zrobiłam tygodniową przerwę. Zależy mi by opinia była jak najbardziej rzetelna, oparta tylko i wyłącznie na spostrzeżeniach.

Mówiąc, że otrzymałam kolejny produkt, które spełnia moje oczekiwania, nie wypowiadam tych słów na wiatr. Fakt, że formuła opiera się na Pyłku Pszczelim, Propolisie, Mleczku Pszczelim i Ekstrakcie z Szarotki Alpejskiej - nie pozostawia złudzeń, że maseczka odpowiednio nawilży naszą skórę. W dużej mierze zależy to także od stanu naszej cery. Wydaje mi się, że produkt poradzi sobie zarówno przy gorszej jak i lepszej kondycji. 

To od nas zależy czy chcemy podtrzymać efekt nawilżenia ponownie po nią sięgając. Ja szczerze do tego zachęcam!




3step Hydrating Mask (KLIK)



Ostatnia maska to istna perełka. Nawadniająca formuła na bazie kwasu hialuronowego zobowiązuje do takiego określenia. 3-etapowa kuracja, która wymaga od nas szczególnej uwagi. To właśnie od niej rozpoczęłam swoje testy. Przeznaczona do cery suchej, pozbawionej blasku. Ja w szczególności borykałam się z drugim problemem, gdzie ilość obowiązków i krótka ilość snu przekładała się na przemęczenie. Zauważyłam, że potrzebuje czegoś mocniejszego, co mogłoby przywrócić dawny blask.
Krok 1: esencja dostarcza skórze składniki odżywcze
Krok 2: maska bawełniana intensywnie nawilża skórę
Krok 3: krem tworzy na skórze warstwę ochronną, która pomaga utrzymać efekt nawilżenia na dłużej




Super Aqua Refreshing Cleansing Foam (KLIK)




Na osobiste testy pianki będę musiała jeszcze troszkę poczekać. Na pewno w mniej bądź dalszej przyszłości powrócę do tego produktu po pozytywnych odczuciach mamy. Marka nie byłaby sobą nie urozmaicając nawet tak popularny, okrojony w składniki produkt. 
Orzeźwienie to główna i najważniejsza cecha. Czy może być coś przyjemniejszego jak uczucie dogłębnego oczyszczenia połączonego z aktywnym systemem nawilżenia?

Za tą właściwość w głównej mierze odpowiada Ekstrakt z Tataraku. Zachęcam do zapoznania się u źródeł z grafiką tej roślinki - zaskoczenie murowane!
Popularny Tatarak został uznany w medycynie orientalnej. 
Czasami nie spostrzegamy jakie cudowności rosną na wyciągnięcie ręki. 

Olej z Dzikiej Róży zawiera 45% kwasu linolowego, regeneruje komórki skóry, ma działanie ochronne, które polega na zatrzymywaniu wody w skórze. 
To potwierdzenie moich wcześniejszych słów, kolejna popularna roślina gromadząca w sobie same dobro. 




M Perfect B.B Deep Cleansing Oil (KLIK)


I w tym momencie do testów podchodzi tylko i wyłącznie moja mama. 
Jako wielka miłośniczka olejków od razu wiedziała, że o ile właściwości spełnią jej oczekiwania pielęgnacja stanie się samą przyjemnością. I tak zapewne jest - codziennie sięga po kompleksową formułę z uśmiechem na twarzy. Pojemność olejku to 30 ml. Czy to dużo? W przypadku takiej formuły aż nadto. By pokryć całą twarz wystarczą zaledwie 2-3 krople. Po miesięcznych testach zużytą ilość można określić w proporcjach 1/10. Wydajność to pierwsza, i oczywiście nie ostatnia wielka zaleta!
Olejki mają to do siebie, że ich formuła jest bardzo, bardzo tłusta. Takie rozwiązania znajdą swoich zwolenników i przeciwników. Mama nie ma z tym jakichkolwiek problemów, ochoczo go pozostawiając nawet na czas godziny. Po dostarczeniu drogocennych składników pozostałości należy zmyć letnią wodą, bądź pianką myjącą/ kremem.
Zapach wpływa na kolejną pozytywną cechę... winogronowa woń roznosi się w trakcie pielęgnacji i pozostaje wyczuwalna nawet po zmyciu olejku. 

Wspominając o winogronach, ich zawartość niesie za sobą właściwości przeciwutleniające, nawilżające skórę i doskonale ją oczyszczając. 
W formule znajdziemy także: oliwę z oliwek, olej słonecznikowy, olej Macadamia, olej Jojoba, olej Meadowfoam, olejek z drzewa herbacianego, kompleks ekstraktów ze szparagów, podbiał pospolity i wodorosty.


Po zmyciu odczuwa się nie tylko oczyszczenie, ale i dużą dawkę nawilżenia połączonego z odżywieniem. O przesuszeniach i braku elastyczności możemy zapomnieć! 
Skóra w dotyku przypomina jedwab. Wyczuwa się miękkość i  dostarczone składniki mineralne. 
Olejek znacząco wpłynął na redukcję zmarszczek. Bardzo zauważalne jest ich wygładzenie i wypełnienie. 



M Perfect Cover BB Cream SPF42/PA+++ 

(No. 21/ Light Beige) (KLIK)



Po dokładnym oczyszczeniu twarzy nie pozostaje nam nic innego jak nałożyć wielofunkcyjne krem BB. 
Producent zapewnia nas o doskonałym kryciu, ochrony przed promieniami UV, rozjaśnieniu i redukcji zmarszczek. 

Odnosząc się do pierwszej obietnicy - doskonałego krycia...
Z pozoru lekka formuła jest w stanie zakryć wszelkie niedoskonałości, wygładzając cerę i nadając jej świeżego wyglądu.


Ochrona przed promieniami UV...
Producent nie chciał pozwolić by ta informacja umknęła naszej uwadze. Umieszczona na samym środeczku notka zapewnia nas, że krem jest w pełni bezpieczny. Filtr eliminuje konieczność sięgnięcia po inne kremy z tej serii.


Rozjaśnienie...
Zawsze przy tego typu produktach ważny jest odcień. Dostając produkt w ciemno możemy mieć pewne wątpliwości czy dany kosmetyk będzie odpowiadał naszej karnacji. Pomimo, że w paczce znalazła się najjaśniejsza z możliwych wersji kolorystycznych idealnie współgra z kolorytem cery mojej mamy. Widać znaczące rozjaśnienie - twarz nabiera witalności, świeżości, a sam makijaż zyskuje na efektywności. Czego chcieć więcej?


Redukcja zmarszczek...
Zawartość: ekstraktu z rumianku, ekstraktu z rozmarynu, ceramidów, kwasu hialuronowego, gatuliny RC - to w pełni świadome połączenie. Na poprawę stanu cery wpływa w dużej mierze poprzedni olejek, ale jako duecik tworzymy coś doskonałego, w pełni niezawodnego. Efekty są spektakularne, wystarczy jedyne co musimy zrobić to konsekwentnie podejść do pielęgnacji.


ZAPRASZAM - Skingarden.pl


@skingarden_pl @sephorapolska #skingarden #sephorapolska




Tymczasem kochani lecę nadrobić blogerskie zaległości. Jestem ciekawa jaką obecnie tematykę poruszacie na swoich internetowych zakątkach! Pa! Pa!




1. Co sądzicie o pielęgnacji kosmetykami wschodu?
2. Która z maseczek zaciekawiła Was najbardziej?
3. Jak zaopatrujecie się na pozostałe kosmetyki - pianka, olejek a może krem BB?




wtorek, 13 listopada 2018

Niezbędna w podróży i nie tylko...

Hey!



Przełamując kosmetyczne posty dzisiaj chciałabym zaprezentować mój nowy nabytek. 
Jest nim butelka termiczna marki MOJABUTELKA.PL





Kiedyś nie przywiązywałam wagi do tego czy w mojej torebce bądź plecaku szkolnym znajduje się jakikolwiek napój, co więcej ciepły napój. Niekiedy dzienna ilość wypitej wody nie przekraczała nawet 1l, co skutkowało ociężałość, przesuszenie skóry i ogólne, złe samopoczucie. Od czasu kiedy woda stanowi dla mnie ważną kwestię codziennego funkcjonowania szczerze się z nią zaprzyjaźniłam. Regularne nawadnianie organizmu zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym jest porównywalnie ważne jak i podczas upalnych, letnich dni. Większość z nas notorycznie o tym zapomina, tłumacząc się, że nie odczuwa pragnienia. Kochani nie dajmy się zwieść, bo nasz organizm potrzebuje równie mocno nawodnienia o każdej porze roku.


W okresie chłodów możemy rzadziej sięgać po zwykłą wodę mineralną. To nic dziwnego, bo sama w głównej mierze zastąpiłam ją gorącym, uwielbionym napojem jakim jest herbata. Teorii co do szkodliwość picia herbaty jest tyle ilu pomysłodawców. Zagłębiając się w sprawdzone źródła nawet nadmierne picie herbaty nie zaszkodzi, najważniejsze by pić ją umiejętnie. 


Jako uczeń połowę swojego dnia spędzam w szkole, gdzie mam ograniczone możliwość sporządzenia gorącego napoju. Od roku nie rozstaje się z termosem, który zaprezentowałam w jednej z zeszłorocznych, grudniowych notek. Trafiony w 100% Mikołajkowy podarunek od moich rodziców swoje już wysłużył i pomimo doskonałego stanu postanowiłam dać mu troszeczkę odetchnąć. 

Obecnie by nadal sukcesywnie zwalczać swoje pragnienia z pomocą przychodzi mi wcześniej wspomniana marka - MOJABUTELKA.PL

Przeglądając ofertę butelek termicznych spośród 8 cudownych wariantów w oko od razu wpadł mi jeden z nich - o intensywnym złotym kolorze. Dylematem pozostawała tylko bądź aż gramatura - cały czas rozważałam czy sięgnąć po wersję 500ml czy 750ml. Po dokładnej analizie byłam bardziej przechylna w kierunku 750ml i tak też ostatecznie wybrałam. Mój poprzedni termos cechował się 0,5l pojemnością i muszę się przyznać, że czasami wypijałam ostatki herbaty jeszcze przed zakończonymi lekcjami. Tak też pozostawałam bez dostępu do ciepłego napoju przez 2-3 godziny. Teraz po moich wyjaśnieniach na pewno doskonale rozumiecie skąd mój wybór. 





BUTELKA TERMICZNA RAGS'Y 750 ML - GOLD CHAMPAGNE (KLIK)



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Ale co o samej butelce mówi producent? By rozwiać Wasze wątpliwości zamieszczę same najistotniejsze informacje! 



Butelka termiczna Rags'y to niezbędna część twojej garderoby, to element Twojej stylu, jak buty czy torba. Niezależnie od tego, dokąd się udajesz i czy potrzebujesz zimnej wody na gorącą sesje jogi czy schłodzonego szampana na wyjątkową uroczystość, butelka Rags'y natychmiast zaspokoi Twoje pragnienie. Szybko zrozumiesz, że Rags'y to najbardziej inspirujący element Twojej garderoby. 


Posiada dodatkową podwójną ścianę próżniową zapewniającą maksymalną izolację (technologia Rags'yThermo)

Rags'y to coś więcej niż butelka do picia wody - Może służyć jako termos na gorące i zimne napoje.

Trójwymiarowa technologia, zapobiega kondensacji na zewnętrznej powierzchni, dzięki temu butelka nie "poci" się w dłoni lub torbie.

Zachowuje zimne napoje przez 24h oraz gorące przez 12h.

Zewnętrzna powłoka zawsze pozostaje w temperaturze pokojowej.

Zakręcany korek zapewnia 100% szczelności.

BPA Free. Zachowuje smak i świeżość wody.

Bardzo lekka - waga butelki to zaledwie 380g.

Zalecana do mycia ręcznego. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~




Jak już wcześniej wspomniałam design potrafi zauroczyć. Intensywny perłowo-złoty kolor, prosty, elegancki wzór to coś czego w zupełności potrzebowałam.

Funkcjonalny gadżet jest bardzo prosty w użytkowaniu, nic tylko rozkoszować się smakiem ulubionej herbaty.
Jej temperatura obniża się stosunkowo wolno, producent informuje nas o 12h, Ja śmiało mogę podważyć te słowa dodając przynajmniej kolejne dwie.

Kolejna zaleta to szczelna nakrętka, która gwarantuje nam bezpieczne przenoszenie butelki w torebce. To czy ona będzie w niej stała na sztorc czy leżała nie kompletnego znaczenia, gdyż zawartość i tak się nie wyleje.
Szczelność korka wpływa na brak szybkiej utraty temperatury, podczas zakręcania słychać charakterystyczny "klik", który świadczy o zasysaniu.


Butelka pomimo dość obszernej gramatury nie jest ciężka - jej waga bez wypełnienia wodą to zaledwie 380g. Idealna dla osób, które nie lubią bądź nie chcą nadmiernych obciążeń.


Wypełniona wrzątkiem nie "poci" się - zachowując zewnętrzną powłokę w temperaturze pokojowej!

Czy smak i  świeżość wody została w jakiejkolwiek sytuacji naruszona? Nie ma żadnych zależności pomiędzy przechowywanym napojem - jego smak i świeżość pozostaje taka sama nawet po kilkunastu godzinach, co więcej po pełnym dniu - nie zapominajmy, że zimne napoje zachowują swoją temperaturę nawet po okrągłych 24h.


POLECAM OSOBOM, KTÓRE CENIĄ SOBIE WYGODĘ, ELEGANCJE I ESTETYKĘ!





Marka MOJABUTELKA.PL oferuje nie tylko butelki termiczne, ale i butelki szklane, kubki do kawy, butelki BPA Free i akcesoria. Te ostatnie to nic innego jak drewniane korki, filtry i etui.

Ogrom inspiracji potrafi przywrócić o zawrót głowy. Moją uwagę pomimo, że nie pijam kawy przykuły kubki do tegoż też napoju. Ich design to połączenie estetyki, jakości prostoty, a niekiedy i szaleństwa. Od koloru do wyboru! Nic tylko brać i zaparzać kawowy przysmak.

Odnosząc się do butelek szklanych jedną z głównych ich cech jest prostota połączona z klasyką. Przezroczyste, wysokiej jakości szkło boro-krzemowe jest zarazem lekkie i bardzo wytrzymałe. 
Nie przedłużając zachęcam do osobistego zapoznania się z ofertą. Być może zachęciłam Was do kupna choćby jednego produktu z poszczególnej kategorii. 
Moją małą sugestią są zbliżające się kolejno Mikołajki, a później Święta Bożego Narodzenia, co za tym idzie czas podarunków i prezentów. Zastanówcie się czy ktoś z Waszych najbliższych nie potrzebuje tak stylowego i bardzo praktycznego w codziennym funkcjonowaniu dodatku! 



ZAPRASZAM - MOJABUTELKA.PL





Tymczasem kochani lecę przygotowywać się do jutrzejszego dnia w szkole. Na ten tydzień mam zaplanowanych kilka prac, które chciałabym jak najlepiej napisać! Pa! Pa!




1. Jakie jest Wasze podejście do nawodnienia organizmu?
2. Czy nosicie ze sobą butelki termiczne?
3. Co sądzicie o moim wyborze?



sobota, 10 listopada 2018

Mój sekret...

Hey!



Serdecznie kochani Was witam w sobotni, listopadowy dzień! Niestety w ciągu tygodnia nie miałam czasu by zajrzeć i zamieścić ewentualnie nowego posta. Jednak klasa maturalna to nie przelewki, a Ja chyba sukcesywnie o tym zapominam dokładając sobie coraz to więcej nowych obowiązków. Czasami zastanawiam się jak wyglądałoby moje życie bez nich i innych czasochłonnych pasji. Mogłoby być zapewne ciut nudne, a tego nie mogłabym sobie wybaczyć, bo wkradająca się w życie nuda to najgorsze co może być! Inwestujmy kochani w siebie poprzez mądre wykorzystywanie wolnego czasu.


Mój sekret...

Tytuł posta na pewno Was zmylił. A może wiedzieliście, że dzisiaj zagłębimy się ponownie w tematykę cudownych kosmetyków marki MySecret? No nic, nie siedzę w Waszych głowach i podświadomości, mogę snuć tylko domysły. A odpowiedź na to pytanie zna każdy z Was! :D


Zaledwie dwie notki temu pochwaliłam się jak wieeelką otrzymałam paczkę nowości pochodzących z drogerii Natura
Chciałabym sukcesywnie co jakiś czas zrecenzować choć garstkę kosmetyków, które zawładnęły moim sercem. I zapewnia Was to nie są słowa rzucone na wiatr, to nie są słowa wypowiedziane na wyrost! To sama prawda zawarta w cudownych opakowaniach i nieskazitelnych formułach.


Produkty marki MySecret są dostępne tylko i wyłącznie w drogerii Natura i na Drogerienatura.pl
Od czasu kiedy systematycznie śledzę wchodzące nowości jestem pozytywnie zaskoczona powiększającą się z dnia na dzień ofertą. Potwierdzeniem są kolejne kosmetyki, które wczoraj powiększyły moje zbiory. Dwie paletki cieni do oczu i kilka korektorów bacznie poczeka by za kilka tygodni moc zaprezentować się na blogu.
O osiągnięciach drogerii wspomniałam w poprzedniej notce z serii. Nie chciałabym się powtarzać, dlatego zamieszczę do niej odnośnik - Urocza 9...


A więc, nie przedłużając zapraszam do meritum dzisiejszej notki i szczegółowej recenzji poszczególnych produktów. Liczę, że wygląd i co najważniejsze treść zachęci Was do osobistego sięgnięcia po ukazane nowości!





HOLOGRAPHIC MAKE-UP PENCIL (KLIK) (KLIK)



Za historią tych kredek kryją się można by powiedzieć moje marzenia he he W dniu kiedy otrzymałam paczkę realizowałam także zamówienie u swojej znajomej - konsultantki. Na taką formę kredek do oczu czaiłam się już od jakiegoś czasu i chcąc przetestować coś nowego postanowiłam skorzystać z katalogu. Jakie było moje zdziwienie kiedy listonosz zawitałam z kosmetykami, w których znalazły się pożądane kredki, nie jesteście nawet sobie w stanie wyobrazić. Taki obrót zmusił mnie do rezygnacji z zamówienia by móc skupić się tylko i wyłącznie na testach otrzymanych produktów.


Aktualnie na stronie widnieje osiem propozycji kolorystycznych.
W moich zbiorach znalazły się takie numerki jak: 102, 103 (LIME), 106 (COBALT), 107 (TEAL)


Taka formuła cieni do powiek w zupełności mi odpowiada. By wykonać wymarzony makijaż oka nie potrzebuje ani pędzelka, ani blendera do estetycznego wykończenia. Kiedy mam ograniczoną ilość czasu śmiało sięgam tylko i wyłącznie do kredkę. Zazwyczaj w niedziele - kiedy mogę skupić się na dopracowaniu makijażu ze względu na brak ograniczeń czasowych pozwalam sobie użyć zarówno kredkę jak i cienie do powiek. Taki duecik to prawdziwa wariacja i duże pole do manewru. Nie będę ukrywać, że stworzyłam już wiele finezyjnych makijaży czasami zaskakując samą siebie.
Jestem pewna, że wskazane produkty znalazły uznanie nie tylko u mnie ale i wśród innych miłośniczek makijażowych fantazji. 


Opakowania kredek są bardzo eleganckie i przemyślane na linii desingu. Pomimo przepychu w prezencji na kredkach nie panuje nadmierny chaos. Dodatkowa zaleta do widoczny u dołu paseczek mówiący o odcieniu. 


Teraz nasuwa mi się pytanie po którą z kredek sięgam najchętniej?


Sięgając pamięci nie mogę wskazać najbardziej wyróżniającego się faworyta. Moje wybory są uwarunkowane przede wszystkim stylizacją, jaką danego dnia na siebie zakładam.


Trwałość kredem to czasu od wykonania makijażu do jego wieczornego zmycia. Muszę się przyznać, że raz zdarzyło mi zasnąć w pełnym make-upie - co jest oczywiście u mnie rzadkością, gdyż nie pozwalam sobie na takie zaniedbania. Budząc się rano makijaż oka bardzo mnie zaskoczył, oprócz lekkich rozmazań śmiało mogłabym ponownie w nim funkcjonować. 
Formuła kredek oparta jest na intensywnych drobinkach, które po jakimś czasie rozchodzące się po całej powiece. Brak porannych dolegliwości w postaci obolałych oczu bądź pieczenia to fakt, że kredki zostały przebadane okulistycznie!


Co mogę więcej o nich powiedzieć? 

Wydaje mi się, że wyczerpałam temat do cna. Pozostaje mi nic innego jak polecić i zachęcić do osobistego kupna. Jestem pewna, że pokochacie je zarówno mocno jak Ja! 





COLOR INTENSE LONG LASTING LINER (KLIK)



Czarna kredka do oczu również dzisiaj dostała swoją szansę na prezencję. Ja rzadko używam czarnych kredek oczu, dlatego też ten produkt podarowałam mamie. Oczywiście mama ma dostęp do wszystkich kosmetyków, działa to również w drugą stronę, jednakże w przypadku kredki jest tylko i jej produkt.
Delikatna, wodoodporna formuła została wzbogacona o wosk Carnauba i witaminę E. To istotna informacja dla osób posiadających wrażliwe oczu skłonne do podrażnień. Tak jest w przypadku mojej mamy. Musi uważać na to po co sięga - skład odgrywa decydującą rolę.

Stworzenie perfekcyjnej kreski to zaledwie jedno pociągnięcie. Szybko zastyga, co wpływa na brak rozmazań i odbiciu na powiece. 
Odnosząc się do trwałości warto zaznaczyć, że kredka otrzymuje się przez cały dzień, a podczas wieczornego demakijażu może przysporzyć nam problem jej zmycie. To zarówno zaleta jak i małe utrudnienia. Tu należy przybliżyć informację, o jej wodoodporności, dlatego zalecałabym podczas demakijażu sięgnąć po odpowiedni płyn.





EXTREME GLEAM LONG - WEAR EYSADOW (KLIK)



Inną formą produktów do powiek są metaliczne cienie w kremie. Jestem pewna, że znajdą się zarówno zwolennicy takich form nakładania cieni.
Co mogę powiedzieć Ja - nowicjusz wśród takich rozwiązań?

Przede wszystkim cienie w pędzelku mają dość wodnistą formułę po pomalowaniu powieki zaleca się chwilę odczekać by nie naruszyć ich struktury. Pomimo, że dość szybko wysychają trzeba być ostrożnym. Innowacyjna wodno-gliterowa formuła cienia pokrywa powiekę gładką, jednolitą warstwą, która długo przylega do skóry. Czy jest tak na pewno?
Myślę, że metaliczne cienie trwałością nie dorównują holograficznym cieniom powyżej, jednakże w kwestii trwałości możemy być zadowoleni. W ciągu dnia oko równomiernie, estetycznie traci na efektywności. To zależy również od tego jak bardzo chcemy je podkreślić. Jeżeli efektem zamierzonym jest delikatny makijaż to warto lekko musnąć pędzelkiem. W przypadku mocniejszego podkreślenia zalecałbym polepszyć efekt poprzez nałożenie grubszej warstwy. 

Metaliczne cienie to doskonałe rozwiązanie dla osób wkraczających w świat makijażowych fantazji. Takimi kosmetykami na pewno nie zrobimy sobie krzywdy uzyskując ładny końcowy efekt. Blask oka w świetle "reflektorów", czego chcieć więcej?

Nie zapominajmy, że w tym sezonie wszystko co świeci zyskuje na popularności. Cienie metaliczne, holograficzne czy brokaty to coś co powinno znaleźć się w kosmetyczce każdej nastolatki i kobiety. 


Spośród sześciu wariantów kolorystycznych w moje łapki wpadło dokładnie cztery: 01 (MOONLIGHT), 02 (SUN KISS), 04 (SUPERNATURAL), 05 (DELIGHT)

AKTUALNIE NA STRONIE WIDNIEJE MEGA - 60% PROMOCJA NA POWYŻSZE PRODUKTY!





MAGIC DUST PIGMENT (KLIK)



W odniesieniu do brokatowych wariacji chciałabym zaprezentować ostatnie, dwa produkty zwieńczające dzisiejszego posta. Magic Dust Pigment to prawdziwa wariacja i szaleństwo. Moc brokatowych drobinek jest w stanie rozświetlić i nadać naszym oczkom nieskazitelnego błysku. 
Spośród wszystkich zamieszczonych produktów to właśnie te dwa są najbardziej wymagającymi. Co mam na myśli mówiąc takie słowa?
Tworząc makijaż przy użyciu Magic Dust Pigment musimy być bardzo ostrożni by drobinki nie znalazły się na całej twarzy. Niekiedy pomimo precyzyjnych ruchów pędzelkiem brokat i tak troszeczkę się obsypie. Nie stanowi to dla mnie problemy, gdyż ilość obsypanych drobinek nie jest jakoś przerażająco wielka, a to, że nasze policzki bądź nosek troszkę bardziej mieni się w słońcu działa na korzyść. Uwielbiam rozświetlenia - zwłaszcza ostatnio polubiłam tzw. "efekt mokrej twarzy" O ile kiedyś taki makijaż był dla mnie nie do pomyślenia - byłam wielkim zwolennikiem matu, o tyle teraz nie boję się eksperymentować. 

Otrzymane wersje kolorystyczne to: Turquqise Snow - dający odcień niebieskości połączonej z zielenią (w zależności od kąta padania promieni słonecznych) i Lilac Star - dając tylko i wyłącznie odcień intensywnego różu.

To dzięki licznym inspiracjom, które czerpię z innych blogów i pozostałych medii moja świadomość używania kosmetyków znacząco wzrosła i przybrała na sile. Podobnie jest ze współpracami. Możliwości jakie dają wiedzą tylko i wyłącznie blogerki. Promując marki i wchodzące nowości dajemy duże możliwości by dane kosmetyki znalazły swoich zwolenników i  oddanych wielbicieli.






Na koniec zamieszczam zdjęcie stworzonego makijażu przy pomocy części ze zrecenzjowanych dzisiaj produktów. Jak widzicie zestawienie kosmetyków to istna wariacja na temat koloru wyjściowego jakim jest róż. Makijaż oka pokreśliłam zakładając różą apaszkę. To potwierdzenie moich wcześniejszych słów, że odcienie makijażu są uwarunkowane stylizacją. Bacznie nie odstępuje od tej zasady co macie okazje zauważyć na powyższym zdjęciu!


ZAPRASZAM - DROGERIENATURA.PL



ROBIĄC ZAKUPY Z KARTĄ OSZCZĘDZASZ, ZBIERASZ PUNKTY I ZDOBYWASZ NAGRODY!



Tymczasem kochani zmykać troszeczkę odpocząć. Sporządzenie dzisiejszego posta zajęło mi kilka dobrych godzin he he Pa! Pa!




1. Co sądzicie o wszystkich zaprezentowanych produktach MySecret dostępnych w ofercie drogerii?
2. Czy lubicie nadać swoim oczkom blasku i połysku?
3. Na jakie wersje kolorystyczne stawiacie w codziennym makijażu, a na jakie w makijażu na ważne wyjścia?
4. Zrobiony przez Was makijaż jest uwarunkowany kolorystyką stylizacji?