niedziela, 15 lipca 2018

To jak jest z tymi kolorkami?

Hey!


Zgodnie z obietnicą przychodzę do Was w te pochmurne, niedzielne popołudnie z nową recenzją. 
Liczę, że oślepię Was blaskiem zaprezentowanych poniżej produktów!  
Markę Revers Cosmetics już niejednokrotnie prezentowałam na swoim blogu. Nie skłamie mówiąc, że bardzo lubię ich produkty w szczególności produkty do twarzy tzn. puder, podkład i korektor.
W kolejnej paczuszce miałam przyjemność zapoznać się z pozostałym asortymentem. Nietypowa kolekcja lakierów do paznokci i ust bardzo mnie zaciekawiła. Ale czy zaspokojona ciekawość okazała się trafiona w punkt? Czy kosmetyki spełniły moje oczekiwania? A może bardzo się zawiodłam?

By poznać odpowiedź na zadane powyżej pytania będziecie musieli zagłębić się w treść dzisiejszej notki! ♥






 

 Lakier do ust SHOW MATTE LIP LACQUER (KLIK)

 

Od producenta:

 SHOW MATTE LIP LACQUER, innowacyjny lakier do ust łączący w sobie trwałość pigmentów i głębie kolorów szminki z wyjątkowym matowym wykończeniem. Kremowa formuła nie wysusza i nie skleja ust, sprawia że stają się one pełniejsze i przyjemnie wygładzone. Lip Lacquer odznacza się wysoką odpornością na rozmazywanie nawet do 6 godzin. Gwarantuje idealne, pełne krycie ust matowym kolorem przez wiele godzin, bez uczucia przesuszenia i lepkości. Elastyczny niezwykle miękki aplikator zapewnia wygodne rozprowadzenie produktu. Wystarczy już jedno pociągnięcie SHOW MATTE, aby natychmiast uzyskać efekt nieskazitelnego niezwykle trwałego makijażu ust.

 

Moja opinia:

 Lakier do ust? Tak, niczego nie pomyliłam to jest możliwe. Marka Revers Cosmetics poszła o krok dalej i stworzyła niezawodną formułę. 
Wielką zaletą jest dostępność cudownych odcieni. Spośród 12 kompozycji skusiłam się na przytłumioną czerwień z domieszką różu. Kolor trudny do zdefiniowania, aczkolwiek od razu wpadł mi w oko. 
Producent wspomina o 6 godzinnej trwałości. Co do czasu nie mam prawa się przeczepić, jednakże warto wspomnieć o fakcie, że lakier nie zdaje egzaminu w momencie kiedy spożywamy bądź pijemy coś ciepłego. W kontakcie z letnią wodą produkt pozostaje nietknięty.
Lakier bardzo fajnie, korzystnie dla naszego wyglądu, równomiernie się ściera. To wielka zaleta w momencie kiedy nie mamy przy sobie lusterka, a podejrzewamy, że nasze usta mogą już nie być w idealnym stanie. 
Matowa formuła od jakiegoś czasu stała się moją ulubioną i zapewne pozostanie tak na długi, długi czas. Ciesze się, że powiększyłam swoją kolekcję o kolejną pomadkę o wyjątkowym odcieniu. Myślę, że w przyszłości pokuszę się o kolejną z dostępnej na stronie kolekcji.


Ps. Na zdjęciach poniżej mam pomalowane usta. Na własne oczy możecie zobaczyć jak produkt prezentuje się na żywo.




 Matujący podkład FIX MAT ALL in ONE (KLIK)


Od producenta:


Matujący podkład FIX MAT ALL in ONE o wysokim poziomie krycia i przedłużonej trwałości. Lekka nieobciążająca formuła niweluje widoczność wszelkich niedoskonałości, przebarwień i drobnych zmarszczek. Podkład widocznie poprawia wygląd cery mieszanej i tłustej, nadaje jej aksamitne wykończenie oraz jednolity koloryt. Nowoczesna, nasycona pigmentami formuła utrzymuje make-up w nienagannym stanie przez wiele godzin. Efekt krycia można stopniować poprzez aplikację kolejnych warstw podkładu.
Ultra trwałość, perfekcyjne krycie oraz matowe wykończenie przy zachowaniu lekkości i świeżości skóry.

Moja opinia: 

Firma rewelacyjnie zgrała się w czasie. O co mi chodzi?
Fakt, że mogłam zaopatrzyć się w podkład był dla mnie wybawieniem. Na tamtą chwilę wyciskałam ostatki starego i myśl, że będę miała nowy bardzo mnie ucieszyła. 
W swoim życiu podkładów zużyłam już dość spore ilości. Z jednej strony to fajnie, bo mogę testować coraz to nowsze formuły, z drugiej natomiast źle, gdyż przyzwyczajając się do jednego szybko zamieniam go na drugi. 
Z przetestowanych marek rzadko trafiam na coś, co nie spełni moich oczekiwań. Moim zdaniem dobry podkład idzie w parze z ceną. Wydanie kilkudziesięciu złotych na ten kosmetyk jest dla mnie  realne. Nie zapominajmy również o całkiem ciekawych promocjach, gdzie można nabyć wymarzony kosmetyk niekiedy za połowę ceny. 


FIX MAT ALL in ONE ma wysokie oceny na kobiecych portalach. Jaką ocenę dostanie ode mnie?


Dość nietypowa pojemność tubki - 40 ml, to formuła o wysokim poziomie krycia. Producent za free powiększył standardową ilość o 33%. Wybierając najjaśniejszą wersję - NATURAL BEIGE, pragnęłam zniwelować wszelkie zaczerwienienia nie tworząc na swojej twarzy widocznej maski. 
Przy niewielkiej ilości produktu możemy uzyskać efekt ładnego wykończenia. Powołując się jeszcze na trwałość kilka godzin bez poprawek to czas, który w zupełności mnie zadowala. Na dłuższej uroczystości, imprezkach wymagana jest choćby jedna, niewielka poprawka. 
Konsystencja podkładu nie jest zbyt rzadka, ale i gęsta, trzema słowami - w sam raz! Lekko tłustawa formuła po nałożeniu na cerę przybiera postać matu. 


Na sam koniec pochwalę markę za stworzone opakowanie. Plastikowa, miękka tubka z  nakrętką pozwala na bardzo szybkie i łatwe wyciśnięcie produktu. Wiem, że w momencie kiedy pozostaną resztki w środku opakowania, będzie je można bez problemu wydobyć. 
 






Lakier do paznokci SOLAR GEL TOP COAT (KLIK)



Od producenta:


SOLAR GEL Profesjonalny Lakier do paznokci utwardzany pod wpływem promieni słonecznych.
Lakier SOLAR GEL to nowa generacja lakierów do paznokci, które łączą w sobie cechy lakierów tradycyjnych i hybrydowych. Manicure nie wymaga utwardzania lampą UV/LED, lakier utwardza się pod wpływem naturalnego, słonecznego światła. Ten innowacyjny system sprawia, że lakier jest odpowiednio utwardzony, odporny na zarysowania, ma przedłużoną trwałość i posiada niesamowity połysk jak hybryda. Trwałość aż do 10 dni.

Moja opinia:  


Decydując się na lakier moje oczekiwania odnośnie wersji kolorystycznych nie były zbyt wygórowane. Wchodząc na stronę w moich oczkach zaświeciły się błyszczące światełka. Ilość cudownych barw jest tak imponująca, aż zapiera dech. 
Ostatecznie wybrałam przepiękną, winną czerwień - DRY WINE. Kolor lakieru do paznokci jest bardzo zbliżony do pomadki. Nie będę ukrywać, że był to efekt zamierzony. Chciałam stworzyć niezawodny duet i już mogę się Wam pochwalić, że w pełni udało mi się to uzyskać!
Producent zapewnia nas, że lakier wytrzyma na naszych paznokciach aż 10 dni, bez jakiejkolwiek ingerencji lampy UV/ LED.
To cudowna wiadomość dla osób, które chcą przez długi czas cieszyć się pięknie pomalowanymi paznokciami, a nie chcą bądź nie mogą utrwalić ich przy pomocy lampy. 
Lakier o żelowej formule jest dość gęsty. Chcąc uniknąć pofałdowań w trakcie malowania paznokci musiałam szybko się uwijać z jego dokładnym rozprowadzeniem. Co więcej przy pierwszej warstwie nie zważałam na ten fakt, skupiłam się tylko na doprowadzeniu lakieru do krawędzi, dopiero przy drugiej zastosowałam ten myk. Grudki, niedociągnięcia bardzo dokładnie, zamaskowałam przy drugim pokryciu. 
Myślę, że gęstość jest pewnym minusem, aczkolwiek da się  to sprawnie obejść. Dla chcącego nic trudnego.
Co najbardziej mnie zaskoczyło to dość specyficznie ścięty pędzelek. Specjalnie wyprofilowany, ścięty na ukos włos pozwala nam na perfekcyjne wykończenie. 
Na zdjęciu poniżej zaprezentowałam cudowny kolor i trwałość po 3 dniach od pomalowania.
To nie pierwszy raz kiedy miałam nim pomalowane paznokcie. Po 10 dniach wygląd pazurków był niemal idealny. Niewielkie odpryśnięcia przy krawędziach były w 100% do zaakceptowania. Nie będę ukrywać, że w jakimś szczególnym stopniu uważałam na paznokcie. Przy codziennych obowiązkach i sobotnich gruntownych porządkach paznokcie znacząco nie straciły na prezencji.



 



 

 Lakier do paznokci SOLAR GEL Efekt lakieru hybrydowego (KLIK)


Od producenta:


Lakier Solar Gel nie wymaga stosowania lakieru nawierzchniowego, jednak jeśli chcesz przedłużyć trwałość koloru nałóż warstwę SOLAR GEL Top Coat.

Moja opinia:

O tym produkcie nie będę wypowiadać się zbyt dużo, chyba każdy wie do czego służy Top Coat i co możemy od niego wymagać.
Płynna, wręcz rzadka konsystencja pozwala nam na szybkie rozprowadzenie i zabezpieczenie paznokci przed czynnikami zewnętrznymi. Malując paznokcie tym produktem możemy zapomnieć o utracie koloru, zarysowaniom i wgłębieniom.
Pędzelek jest tak wyprofilowany jak przy lakierze. 
 
 



Komponując stylizację na aktualną pogodę pokusiłam się o zestawienie mojej niedawno zakupionej ramoneski. Decyzja o wrzuceniu jej do koszyka była nad wyraz spontaniczna i w zupełności szalona. No cóż, kupno jesienno-wiosennej kurtki w lato przy ponad 30 stopniowej temperaturze jest możliwe, czego dowodem jest mój czyn :D 
Ostatnia sztuka, na wyprzedaży była chyba zarezerwowana dla mnie. Coś mi się nawet wydaje, że kurteczka tylko czekała aż ją ujrzę i w sprinterskim czasie podejmę decyzje o jej przywłaszczeniu :D 
Moja kolekcja powiększyła się o kolejną, cudowną zdobycz, szafa za chwilę uwypukli swe ścianki, a Ja będę nadal pełna euforii i kobiecego zapału. 


Wzór ramoneski jest bardzo prosty, pikowana formuła i ozdobny łańcuszek stanowi zwartą całość. Wyrazista zieleń jest rzadko przeze mnie noszona. Muszę to koniecznie zmienić i szybciutko zaprzyjaźnić się z tą barwą.
Warto również wspomnieć o nowych jeansach, kupionych tego samego upalnego dnia co kurteczka.
Jeansy z wysokim stanem, idealnie przylegające do ciała stały się moim ulubionym krojem. I pomyśleć, że kiedyś były to przeze mnie znienawidzone spodnie. W kulminacyjnym momencie posiadałam tylko jedną ich parę :D
Odcień spodni jest wręcz identyczny do tych ze znaczkami. Jedyną ich ozdobą jest ozdobny, wełniany szef wzdłuż długości.

 







Oczywiście nie mogło zabraknąć zdjęcia z moich ukochanym pieskiem - Leylą, powoli takie ujęcia stają się codziennością moich notek na blogu. 
Nie powiem niekiedy cudowna psinka potrafi inteligentnie poprzeszkadzać. Najważniejsze jednak, że pies ma dyscyplinę i słucha się kiedy na zbyt wiele sobie pozwala :D
Owczarki, to bardzo żywiołowe zwierzęta. Bodajże rok temu spacerując po sadku Leyla wbiegła wprost na mnie przewracając mnie na ziemie. Uczucie nad wyraz dziwne i oszałamiające - stoisz spoglądasz na drzewka, po chwili Twoim oczom ukazuje się niebo i kłębiaste chmurki :D
Tym optymistycznym akcentem żegnam się z Wami! ♥ Pa! Pa!




1. Co kochani sądzicie o produktach marki Revers Cosmetics?
2. Jak oceniacie odzieżowe nowości?
3. Czy zwierzęta towarzyszą Wam podczas robienia zdjęć?



piątek, 13 lipca 2018

Bingo...

Hey!


Jak tam kochani spędziliście drugi lipcowy tydzień? 

 

Moje wakacyjne dni upływają w relaksującej, pełnej spokoju aurze. Właśnie o takich chwilach marzyłam przez 10 miesięcy :) Ahhh, wolny czas pozwala mi zająć się blogiem, podjętymi niedawno współpracami i testowaniem! O właśnie, jeżeli o testowaniu mowa. W najbliższym czasie zasypię Was dość ciekawymi w głównej mierze kosmetycznymi notkami. Pisząc w głównej mierze muszę jeszcze zostawić sobie małe pole do popisu, gdyż w zanadrzu mam kilka, całkowicie odmiennych, niespotykanych jeszcze na moim blogu wpisów. O czym dokładnie one będą? Tego na razie nie mogę Wam zdradzić!


Bingospa to marka, z którą miałam już niejednokrotnie przyjemność współpracować. Dostępna różnorodność produktów jest w stanie zaspokoić oczekiwania nawet najbardziej wymagających klientów. Półka cenowa kosmetyków waha się od zaledwie kilku do kilkuset złotych. Na wybrane produkty nie musiałam przeznaczać zbyt wysokiej sumy, ale od razu na myśl nasuwa się pytanie... Czy tanie kosmetyki cechują się szlachetnymi właściwościami?
 Na to i inne pytania znajdziecie odpowiedź czytając dalszą recenzje!





 

Kąpiel czekoladowa (KLIK)



Od producenta:

 Puszysta, kremowa piana i smakowity czekoladowy aromat to wyjątkowa przyjemność dla Twojego ciała i zmysłów. Rozkoszuj się czekoladową kąpielą.

 

Moja opinia:


Kiedyś byłam wielkim miłośnikiem mlecznej czekolady. Rozpoczynając ćwiczenia z bólem serca musiałam zrezygnować z tego rarytasu. W chwili obecnej spożywam tylko gorzką czekoladę w niewielkiej codziennej ilości.
Przeglądając ofertę strony natrafiłam na produkt, który mogłabym "zjeść". Seria oparta głównie na czekoladzie nie tylko mnie zaciekawiła, ale i skusiła do osobistego przetestowania. Do ostatniej chwili wahałam się pomiędzy szamponem, a płynem do kąpieli. Ostatecznie bardziej przechylna byłam do płynu, który mógłby mnie otulić cudowną czekoladką podczas relaksującej kąpieli. Zapach czekolady jest na tyle intensywny, by móc pobudzić zmysły, a wytworzona piana "przykryć mięciutką kołderką"
Litrowa butelka na pewno wystarczy na długo ze względu na wysoką wydajność. 
Wielkość płynu dla jednych jest wielką zaletą, dla innych małym minusem, tu na myśli mam osoby podróżujące. Jeżeli ktoś ma ograniczoną ilość miejsca w walizce radziłabym przelać emulsję do mniejszego opakowania.


 

 Jedwab do mycia i pielęgnacji włosów ze śluzem ślimaka (KLIK)



Od producenta:

Jedwab do mycia i pielęgnacji włosów BingoSpa zwiększa zatrzymywanie wilgoci na powierzchni włosów, poprawiając ich podatność na układanie, zapobiega elektryzowaniu się, nadaje włosom elastyczność, zdrowy wygląd oraz miękkość i jedwabisty połysk.
Proteina jedwabiu posiada znaczne pokrewieństwo do protein występujących w skórze i włosach. Dzięki temu rozpuszczalne białko jedwabiu może tworzyć na powierzchni włosów film ochronny, który wygładza ich powierzchnię. Nadaje to włosom przyjemny chwyt, poprawia ich czesalność. 
Proteiny jedwabiu posiadają ładunek elektrostatyczny przeciwny do ładunku włosów, dzięki czemu preparat posiadający w swoim składzie proteiny jedwabiu silnie przywierają do ich powierzchni.
Zhydrolizowane białko jedwabiu wykazuje szeroki zakres mas cząsteczkowych począwszy od wolnych aminokwasów do polipeptydów o dłuższym łańcuchu. Dzięki czemu łączy w sobie własności zwilżające i błonotwórcze. Białko jedwabiu, zwiększa zatrzymywanie wilgoci na powierzchni włosów i w ten sposób poprawia ich podatność na układanie, zapobiega elektryzowaniu i nadaje im elastyczność, zdrowy wygląd i miękkość oraz jedwabisty połysk.
Śluz ślimaka zapewnia nawilżenie i odżywienie skóry głowy oraz całego systemu cebulek włosowych. Stymuluje proces regeneracji.

 

Moja opinia:


O produkt do włosów poprosiła mnie moja mama, ze względu na fakt, że kiedyś już używała szamponu marki Bingospa i była z niego bardzo zadowolona. Z tamtego szamponu, korzystałam również Ja, mogę się nawet pokusić o stwierdzenie, że był moim ulubieńcem przez długi czas.
By przypomnieć tamtą recenzje, zamieszczam odnośnik - KLIK
Co ciekawa notkę sporządziłam 3 lata temu, dość dziwnie tym bardziej, że pamiętam jak myłam nim włosy. Ehhh, czas płynie w zawrotnym tempie, choć nie zdajemy sobie z tego sprawy.
Dla uściślenia - szampon jest nadal dostępny w ofercie sklepu za niewielką cenę. 

Przechodząc do teraźniejszości jako dobra córka wysłuchałam prośby mamy i jak widzicie w zamówieniu znalazł się produkt idealny do włosów. Jedwab idealnie zastępuje szampon. Zalecany do mycia i pielęgnacji włosów ma przywrócić miękkość, połysk i elastyczność. Dla osób, które posiadają, ładne, zadbane włosy jedwab idealnie sprawdzi się w podtrzymaniu zjawiskowego efektu. 
Tak samo jak w przypadku żelu jedwab mieści się w litrowej, bardzo ekonomicznej butelce. Piękny, delikatny zapach, kremowa konsystencja i możliwość wytworzenia dużej ilości piany to tylko same plusy!
Z każdym myciem włosom dostarczane są niezbędne właściwości i witaminy. Czy ktoś chciałby zażyć odżywczej mocy?



 

 Maska do twarzy z ekstraktem z perełkowca japońskiego i olejem ryżowym (KLIK)



Od producenta:

Składniki aktywne maski do twarzy BingoSpa Dead Sea:
Ekstrakt z perełkowca japońskiego zawiera duże ilości flawonoidów, głównie rutozydów (rutyna)  dzięki czemu ujędrnia, wygładza i regeneruje skórę. Wzmacnia kruche naczynka krwionośne.
Olej ryżowy BingoSpa zawiera kwasy: oleinowy, linolowy, estry kwasu erukowego, gamma-oryzanol, skwalen, oraz bardzo duże ilości witaminy E i tokotrienoli. Duże stężenie witaminy E zapewnia ochronę lipidom naskórka. Chroni równowagę skóry, przyspiesza podziały komórkowe, powstrzymuje procesy starzenia działa pobudzająco na skórę, przyspiesza powstawanie nowych komórek, doskonale chroni skórę przed słońcem, zawiera naturalne filtry UV.
Minerały z Morza Martwego  oczyszczają skórę, absorbują nadmiar sebum, zawężają pory, łagodzą podrażnienia; pozostawiają skórę miękką i gładką.
Kompleks algowy BingoSpa wspomaga wszystkie czynniki odpowiedzialne za jędrność, elastyczność, sprężystość i miękkość skóry twarzy.

Moja opinia:


Oczywiście nie mogło zabraknąć produktu do twarzy. Marka Bingospa cechuje się wysokiej jakości maseczkami i do różnych typów cery. Ilości dostępnych produktów potrafi zawrócić w głowie. 
Przed dokonaniem wyboru miałam problem, w którą maskę się zaopatrzyć. Ostatecznie skusiłam się na formułę ekstraktu z perełkowca japońskiego i oleju ryżowego
Wydobycie emulsji jest dziecinnie proste, a to za sprawą wygodnej w użyciu pompki.
Maska ma cudowny, intensywny zapach i nieco tłustawą konsystencje.
Po nałożeniu czuć delikatną, jedwabistą warstwę. Taki efekt utrzymuje się aż do zmycia. Producent zaleca by po upływie 15 minut wykonać tą czynność. Zawarte w formule dobroczynne składniki, duża ilość witamin i kwasów dostarczają naszej cerze odżywczych i pielęgnacyjnych substancji. Jedna z ważniejszych informacji zwłaszcza w obecną porę roku to zawarte naturalne filtry UV.
 


 

 Peeling błotny do twarzy z kwasami owocowymi (KLIK)


 

Od producenta:

Drobnoziarnisty peeling błotny BingoSpa do twarzy z kwasami owocowymi AHA delikatnie usuwa martwy naskórek. Zawiera 10% naturalnego błota z Morza Martwego, 2% mielonych pestek moreli, mielonych łupin orzechów włoskich i słodkich migdałów oraz  pięćdziesięcio procentowe kwasy owocowe.
W przypadku cery tłustej i mieszanej błoto z Morza Martwego oczyszcza zatkane pory skóry (poprzez absorbcję z porów nieczystości) oraz zapewnia działanie bakteriobójcze. Bardzo istotne dla osób z cerą tłustą i mieszaną jest to, iż błoto powoduje istotne  zwężenie porów skóry.
Kwasy owocowe złuszczają naskórek. Zwiększają poziom nawilżenia skóry czego efektem jest poprawa elastyczności i wyglądu zewnętrznej warstwy skóry.
 Po starannie wykonanym peelingu BingoSpa skóra jest oczyszczona i wygładzona, bardziej podatna na działanie aktywnych substancji zawartych w innych preparatach kosmetycznych BingoSpa.

 

Moja opinia:


Peeling błotny nie jest dla mnie nowością. Przy poprzedniej współpracy wybrałam podobny produkt, aczkolwiek z innej serii. Zawarte w formule Morze Martwe to skupisku bakteriobójczych składników. Drobinki mają za zadanie złuszczyć martwy naskórek i oczyścić zatkane pory skóry. Niewielkiej wielkości łupiny zmielonych ziaren moreli, orzechów włoskich i migdałów " delikatnie ścierają pozostawiając cerę gładką i zdrową. Konsystencja peelingu jest bardzo gęsta, by wydobyć produkt ze środka należy mocno potrząsnąć buteleczką. Po kuracji peeling zmywamy letnią wodą.
Standardowa 100g buteleczka została powiększona o dodatkowe 20g cudownej emulsji.



Solanka z minerałami z Morza Czarnego do kąpieli SPA (KLIK)

 

 Od producenta:

 Minerały zawarte w solance BingoSpa pozyskuje się,  w sposób całkowicie naturalny, przez odparowanie morskiej wody z Morza Czarnego.  Dobroczynne i kondycjonujące działanie kąpieli w solance BingoSpa na skórę wynika z bogactwa zawartych w niej minerałów: wapnia, magnezu, potasu, sodu, glinu, jodu, bromu i związków siarki występujących w wodzie Morza Czarnego.

Moja opinia:


Kompletując swoje zamówienie rozglądałam się za produktem, który jeszcze w naszych stacjonarnych drogeriach może być nie dostępny. Często przechadzając się po pobliskich sklepach widuję markę Bingospa, aczkolwiek są to produkty kultowe i w niewielkich ilościach. 
Uwielbiam wszelkiego rodzaju sole do kąpieli, nigdy nie może ich u mnie zabraknąć. Gdy zobaczyłam, że sól opiera się na minerałach z Morza Czarnego od razu wiedziałam, że znajdzie się w moim zamówieniu. Minerały z tegoż miejsca są przeze mnie bardzo cenione. Testowałam już maseczkę, której formuła opiera się na wyżej wspomnianych właściwościach i mam z nią same miłe wspomnienia.
 Sól ma bardzo intensywny, typowo morski zapach. Zamykając oczy można się przenieść w czasie nad cudowne krainy Morza Czarnego. Zawarte minerały nie tylko dobroczynnie wpływają na nasze ciało, ale i ducha!
Zawsze przed kąpielą mam dylemat po co sięgnąć? Czekoladka czy sól? 

 

 

Zapraszam - Bingospa

 

 

Tymczasem kochani zmykam przejrzeć nowości na Waszych stronach! ♥ Pa! Pa!



1. Testowaliście produkty marki Bingospa
2. Co sądzicie o wybranych produktach?
 

 

środa, 11 lipca 2018

🇱🇹 Lithuania 🇱🇹

Hey!


"Litwo, Ojczyzno moja! ty jesteś jak zdrowie;

Jak tam nie pojedziesz to się nie dowiesz" 



Moje obietnice w końcu się ziściły i w dzisiejszym poście chciałabym opisać jak wyglądał mój tygodniowy pobyt na Litwie. Cały wyjazd był w pełni zorganizowany, nie musiałam płacić ani za nocleg, ani za wyżywienie. Jedyną kwestią pozostawało kieszonkowe, które każdy brał wedle swoich potrzeb.  8-godzinna podróż w miejsce docelowe ku mojej uciesze przebiegła bardzo sprawnie. 
Litwa zza szyb busa to rozległy teren, gdzie przeważają łąki, łąki i jeszcze raz łąki. W trakcie kilkuset kilometrowej wyprawy po ziemiach sąsiedniego kraju przejechałam przez zaledwie jedno miasteczko, które nie będę ukrywać nie prezentowało się zachęcająco. Gdybym była typowym turystą, raczej nie zatrzymałabym się tam na dłużej. Istniejące sklepy wyglądem przypominały typowe, babcine chatki, aniżeli miejsce, gdzie można by było zakupić jakiś towar.
Kolejnym zjawiskiem, które od razu można było dostrzec to niezliczone ilości pasących się na łąkach krów. Wydaje mi się, że Litwa w głównej mierzy skupia się na hodowli bydła.


Gdy do miejsca docelowego pozostało zaledwie kilka kilometrów wzrokiem poszukiwałam oznak cywilizacji. Markowy bus przemierzający leśny bruk wyglądał dość komicznie. Po wjechaniu na teren ośrodka moim oczom ukazał się budynek z czasów Zimnej Wojny. Co jak co, ale Litwini nie chcieli by zapomnieć o historii, gdyż obiekt nie przejawiał żadnych oznak renowacji wewnątrz. Po zakwaterowaniu zdałam sobie sprawę, że wyjazd nie będzie odpoczynkiem i relaxem, a czasem przetrwania, typowym obozem survivalowym :D
Z biegiem czasu wcześniejsze obawy o dziwo słabły na sile. Można by rzez, że człowiek najzwyczajniej w świecie potrafił przyzwyczaić się do panujących warunków. Wszelkie niedogodności można było zwinnie opatentować by mieszkanie przebiegało w miłej atmosferze.
Jeżeli chodzi o atmosferę i barierę językową. W moim przypadku trudność w porozumieniu się z Litwinami była dość wyraźna. O ile z rosyjskim nie mam najmniejszych problemów, o tyle mój angielski kuleje i raczej nie widać światełka w tunelu. W pewnym momencie muzyczna podróż zamieniła się w warsztaty językowe. Fakt, że byłam ciągle upominana o brak mojej komunikacji wyprowadzał mnie z równowagi. Towarzysząca mi złość, szybko została zastąpiona na szyderczy śmiech. Nie po to jechałam kilkaset kilometrów by się użerać, obranie taktyki "mam na pewne kwestie wywalone" w tamtej chwili bardzo mi pomogło :D No cóż, dla pewnych osób pozostanę "księżniczką", inaczej tematu się nie obejdzie, choćbym przemierzała kręte drogi. Powiedzenie "prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie" nabrało innego, niekoniecznie lepszego znaczenia. No cóż, fakt, że więcej przyjaźni zyskałam ze strony obcokrajowców dał mi do myślenia.


Odnośnie zabudowań wszystko znajdowało się w lesie. Stołówka, sala gimnastyczna, sala rozrywki i tamtejszy sklepik to zaledwie kilka minut drogi.
Litewskie jedzenie cechuje się delikatnym przyprawieniem. Być może ze względu na przebywające w ośrodku małe dzieci Litwini ograniczyli ilość soli i pieprzu. Większość dań można spokojnie zjeść w Polsce - gulasz, owsianka bądź kotlety nie wywarły na mnie wrażenia. Zazwyczaj na kolacje nas rozpieszczano typowymi, tradycyjnymi potrawami. Skosztowanie choć namiastki Litwy były całkiem ciekawym doświadczeniem.
Nasza 12 osobowa grupa nie była jedyną. Realizowany projekt "muzyczna podróż z Litwy do Polski" był połączeniem wzajemnej integracji młodzieży obydwu narodowości. Oprócz ludzi podobnych wiekowo na terenie kompleksu mieszkało bardzo dużo, małych, kilkuletnich dzieci. Widok rodziców,  przywożących swoje pociechy na tzw. nasze polskie kolonie był codziennością.


Każdy dzień składał się ze wspólnych zabaw z młodzieżą litewską. Litwini są wspaniałymi, pełnymi pozytywnej energii ludźmi. Czy to małe dzieci czy dorośli ludzie, nie było widać, żadnego skrępowania. Tamtejsze dzieci bardzo dużo czasu spędzają grając w szachy, rysując, tańcząc i śpiewając. Takie ćwiczenia manualne pobudzają ich talent i wyobraźnie. Istne wulkany na nizinnych terenach. 


Finiszem wyjazdu było stworzenie wspólnego projektu, podsumowującego nasz pobyt. 

 

   
 

 

  




Większość czasu spędzaliśmy na terenie ośrodka, ale nie zabrakło także pobliskich wycieczek. Dwukrotnie mogłam na własne oczy zobaczyć największe Litewskie jezioro - Dryświaty i jego pięknie rozciągająca się panoramę. Jezioro jest bardzo przyjazne dla dzieci, odchodząc dość spory kawałek od brzegu wody miałam zaledwie po kostki. Poprzez wyraźnie zaznaczoną granicę płycizny i głębszych partii wiedziałam jak daleko mogę odejść od brzegu. Nawet poza granicami naszego kraju należy zachować ostrożność. Ilość ludzi znajdujących się nad wodą w ciepłe, czerwcowe dni była zadziwiająco mała. W porównaniu do naszych, obleganych jezior, gdzie nie można znaleźć nigdzie miejsca, taki widok był nie małym zaskoczeniem. Ilość przełożyła się także na jakość wypoczynku. Brak hałasu, krzyków i tłumu pozwoliła mi w pełni się zrelaksować. Wypoczynek nad wodą jest bardzo uspokajający, czego mogłam zaznać nad Litewskim jeziorem.
Innego popołudnia zwiedziliśmy muzeum Zimnej Wojny. Podziemne kręte korytarze i masa znajdujących się tam wystaw i wystawek to coś co trzeba zobaczyć na własne oczy. Chciałabym kiedyś jeszcze tam się wybrać, by na spokojnie wszystko obejrzeć. 


 

 


Przedostatni dzień był zarezerwowany na podróż po kraju. Zwiedziliśmy niedaleko położony zamek wraz z cudownym parkiem wokół niego, a następnie pojechaliśmy do Palangi. 
Miasteczko liczące kilkanaście tysięcy osób, to nasz polski Sopot. Palanga to miasto typowo turystyczne, leżące tuż nad morzem Bałtyckim.
W sumie od zawsze chciałam ujrzeć na własne oczy Bałtyk, przejść się molem i podziwiać fale. Pierwsze co odczułam będąc nad morzem to chłód i dość spory wiatr. Moment, kiedy można było siąść na ławeczkę by podziwiać ten cud natury był niesamowity. By w pełni zapoznać się z tamtejszą kulturą dostaliśmy kilka godzin do własnej dyspozycji. Wolny czas spędziłam ze swoim kolegą przemierzając uliczki i zaopatrując się w symboliczne pamiątki. Fakt, że chodziliśmy sami, a nie z grupą, wiele nam dał, mogę się nawet pokusić o stwierdzenie, że o wiele więcej zobaczyłam, bez zbędnego pośpiechu w tle. 



Litwa to kraj nadzwyczaj naturalny, cechujący się niewielkim zurbanizowaniem w małych miejscowościach. Większe miasteczka są natomiast bardzo urokliwe epatujące przyjaźnią dla turystów. Myślę, że człowiek spragniony maksymalnego odpoczynku z nutką spokoju jest w stanie go znaleźć właśnie na Litwie. Wakacje na Litwie? Myślę, że tak, zwłaszcza w przepiękną, słoneczną pogodę ♥













 

Mam nadzieje, że udało mi się w pełni przedstawić urokliwe miejsca ♥

 

 

Tymczasem kochani zmykam zajrzeć na Wasze blogi! Pa! Pa!



1.  Byliście kiedyś na Litwie? Co sądzicie o tym kraju, pierwsze skojarzenia po przekroczeniu granicy?
2. Co sądzicie o mojej relacji i zdjęciach?